Reklama

Bronię niewinnych

Niedziela Ogólnopolska 16/2012, str. 16-19

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

MAGDALENA KOWALEWSKA: - Czy jako adwokat czuje się Pan dzisiaj dumny z tego, że płk Kukliński był Pana klientem?

MEC. PIOTR DEWIŃSKI: - Tak. Broniłem przecież prawdziwego bohatera, skazanego na karę śmierci za przekazywanie zdobytych w Moskwie tajemnic - nie polskich, tylko sowieckich. Tajemnic nie Państwa Polskiego, tylko obcego, wrogiego Polsce mocarstwa. Niezależnie od tego, jak będziemy patrzeć na niego przez pryzmat prawa, nie ulega wątpliwości, że był to człowiek, który poświęcił swoje życie, aby działać dla dobra Polski. Z całą pewnością mój klient nie przyjmował żadnych korzyści materialnych. Pułkownik powiedział kiedyś, że to nie Amerykanie go zwerbowali, ale to on zwerbował Amerykanów, aby działali na rzecz wolności i niepodległości Polski.

- Czy przyszło Panu kiedykolwiek do głowy, że na początku swojej drogi adwokackiej będzie Pan bronił wielkiego bohatera Polski z okresu zimnej wojny, który ochronił Polskę i świat przed wybuchem trzeciej wojny światowej?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Oczywiście, że nie. Tak samo jak nigdy nie przypuszczałem, że będę adwokatem ówczesnego redaktora Józefa Szaniawskiego, któremu w 1985 r. przedstawiono najcięższe oskarżenia - jako rzekomemu agentowi wywiadu amerykańskiego groziła mu nawet kara śmierci z art. 124 Kodeksu karnego. Należy podkreślić, że były to zarzuty całkowicie bezzasadne. Zbieranie informacji przez dziennikarza pracującego w Polskiej Agencji Prasowej należało przecież do jego obowiązków. Co prawda, kilka tajnych biuletynów PAP-u zostało przeznaczonych do użytku wewnętrznego, ale nie oznaczało to, że nie można było z nich korzystać. Red. Szaniawski wykazał się dużym sprytem i inteligencją, przekazując wiadomości Radiu Wolna Europa przez 11 lat. A potem został za to skazany! Miałem wrażenie, że zarzut szpiegostwa na rzecz Radia Wolna Europa pochodzi z lat stalinowskich!

- Nie obawiał się Pan stanąć po stronie Szaniawskiego jako „szczególnie niebezpiecznego agenta CIA”?

- Podjąłem się tej sprawy z wielkim przekonaniem. Adwokat powinien wykazywać się odpowiednimi predyspozycjami do wykonywania tego zawodu oraz czuć powołanie.

- Czy ma Pan poczucie misji podczas rozpraw sądowych, gdy trzeba bronić niesłusznie oskarżonych?

- Nie ukrywam, że tak. Wprawdzie red. Szaniawskiego nie udało się uniewinnić w 1985 r., ale dzięki złożonej przeze mnie apelacji, nazywanej wówczas rewizją, jego karę udało się złagodzić z 10 do 8 lat pozbawienia wolności, pomimo że prokurator początkowo żądał aż 15 lat więzienia! Jednak Szaniawski zwolniony został z najcięższego wówczas polskiego więzienia - Zakładu Karnego w Barczewie - dopiero po ponad pół roku od pierwszych wolnych wyborów, tj. 22 grudnia 1989 r. A więc po blisko pięcioletnim pobycie w więzieniu!

- W 1981 r., tuż przed wprowadzeniem stanu wojennego, płk Kukliński zmuszony był opuścić Polskę. Uciekł do Ameryki. Wnioskuję z tego, że bronił Pan pułkownika, nie spotykając się z nim bezpośrednio. Kontaktowaliście się w jakiś sposób?

Reklama

- Nie mogę zdradzić tajemnicy adwokackiej. Jednak pierwszym krokiem, jaki postanowił podjąć płk Kukliński, zanim rozpoczął się proces, było udzielenie mi pełnomocnictwa. Nasze spotkania miały miejsce dopiero w późniejszym czasie. Nie miałem żadnych wątpliwości co do tego, że płk Kukliński jest patriotą i bohaterem. A niestety - dla niektórych wysokich przedstawicieli władz płk Kukliński był po prostu postacią politycznie niewygodną.

- Nie rozumiem. Oficer Wojska Polskiego dla dobra Ojczyzny naraża życie nie tylko swoje, ale i całej rodziny, a Państwo Polskie nie potrafi go docenić. Podobno gdyby nie interwencja amerykańskiego prezydenta Billa Clintona, podjęta w rozmowie z ówczesnym prezydentem Polski Aleksandrem Kwaśniewskim, nie wiadomo, czy płk Kukliński w ogóle zostałby zrehabilitowany…

- Nie wykluczam, że taka rozmowa miała miejsce. Choć oficjalnych informacji na ten temat nie było. Ale zdaje się, że jesteśmy blisko prawdy.

- Płk Kukliński został oficjalnie zrehabilitowany dopiero pod koniec 1997 r. Zastanawiam się, dlaczego czekano z uchyleniem wyroku kary śmierci aż do 1995 r....

- Ma Pani rację - w wyniku rewizji nadzwyczajnej, wniesionej przez Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, a podpisanej przez sędziego Stanisława Rudnickiego, Prezesa Izby Cywilnej Sądu Najwyższego, wyrok uchylono i sprawę zwrócono prokuraturze. Dlaczego tak się stało? Trudno mi dokładnie określić te powody. Miejmy nadzieję, że w przyszłości na skutek ujawnienia pewnych dokumentów poznamy przyczyny tego, dlaczego wyrok śmierci wydany na płk. Kuklińskiego - mimo upadku PRL-u - został uchylony tak późno.

- Czy zaskoczony był Pan wyrokiem śmierci wydanym na płk. Kuklińskiego? Dopuszczał Pan w ogóle taką ewentualność?

Reklama

- Byłem zaskoczony. To przerażające, że taki, oczywiście, bezpodstawny wyrok został w ogóle wydany. Nie ulega również żadnej wątpliwości, że płk Kukliński nie dopuścił się zdrady Ojczyzny.

- Dlaczego zatem przez niektórych Polaków ciągle nazywany jest „zdrajcą”?

- Ludzie po prostu nie doceniają jego roli. Trzeba jeszcze raz głośno przypomnieć wszystkim, którzy uważają go za zdrajcę: płk Kukliński nie popełnił żadnego przestępstwa!
Pamiętam pewne spotkanie, podczas którego zapytano, dlaczego płk Kukliński nie ostrzegł „Solidarności” o zamiarze wprowadzenia stanu wojennego. On wyraźnie dał do zrozumienia, że nawet w najwyższych władzach „Solidarności” byli komunistyczni agenci bezpieki, i dlatego nie mógł tego zrobić. Mam wrażenie, że dzięki płk. Kuklińskiemu duża presja wywierana przez Watykan i Zachód na rząd stanu wojennego przyczyniła się w znaczny sposób do złagodzenia tego tragicznego czasu, pomimo że stan wojenny zabrał wolność, zdrowie, a nawet życie wielu osobom. Obawiam się, że ofiar mogło być jeszcze więcej, gdyby nie płk Kukliński, który sam stał się ofiarą. W Ameryce bowiem skrytobójczo zostali zamordowani jego obydwaj synowie…

- Na pewno zdawał Pan sobie sprawę z tego, że na płk. Kuklińskiego czyha niebezpieczeństwo. Nie bał się Pan o siebie i swoją rodzinę, decydując się na pozostanie obrońcą tego niezłomnego bohatera?

Reklama

- Zawsze w szczególnego rodzaju sprawach w pracy adwokata występuje jakieś ryzyko. Jednak nie bałem się. To jest moje powołanie i praca, której się poświęciłem. A szczególną satysfakcję sprawia mi obrona niewinnie oskarżonych, zwłaszcza gdy ich proces kończy się wyrokiem uniewinniającym.

- Te słowa świadczą o dużym zaufaniu, które budzi Pan Mecenas wśród swoich klientów. Zapewne wielkiej odwagi wymagała również decyzja o bronieniu jednego z polskich żołnierzy oskarżonych o dokonanie zbrodni wojennej na ludności cywilnej w afgańskiej wiosce Nangar Khel w 2007 r.

- Zacznijmy od tego, że gdyby postępowanie wyjaśniające zostało przeprowadzone przez Naczelną Prokuraturę Wojskową w sposób należyty, nie doszłoby w ogóle do wniesienia aktu oskarżenia. Oczywiście, takie tragedie jak ta, która wydarzyła się w Nangar Khel, zawsze wymagają postępowania wyjaśniającego, nie oznaczają jednak od razu postawienia żołnierzy w stan oskarżenia.

- Dlaczego w takim razie Naczelna Prokuratura Wojskowa postawiła siedmiu polskich żołnierzy w stan oskarżenia?

Reklama

- Prokuratura wyszła z założenia, że jeśli są ofiary, to znaczy, że popełniono przestępstwo. Ale pamiętajmy, że nasi żołnierze są na wojnie i, niestety, nieszczęśliwe wypadki zawsze mogą mieć miejsce. A ta tragedia była przecież nieszczęśliwym wypadkiem! Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie przyznał, że zamiarem żołnierzy nie było ostrzelanie zabudowań i celowanie z moździerza i granatnika w miejsce, w którym znajdowała się ludność cywilna. Uważam, że nie było podstaw, aby oskarżać żołnierzy. Zwłaszcza że prokuratura popełniła wiele kardynalnych błędów prawnych. Już teraz mogę z całym przekonaniem powiedzieć, że polscy żołnierze nie strzelali umyślnie do ludności cywilnej. Formułowana przez niektóre osoby teza o tym, że strzelali oni w afgańskiej wiosce z premedytacją po to, żeby zabić cywili, jest absurdalna! Jest to sprzeczne z prawdą!

- Mówi Pan o kardynalnych błędach prokuratury. Do jakiego naruszenia prawa doszło podczas tak poważnego procesu?

Reklama

- Naczelna Prokuratura Wojskowa (NPW) przeprowadziła tylko część dowodów. Pozostałych nie przedstawiła, uznając, że nie mają one znaczenia dla wyjaśnienia sprawy. Prokuratorzy nie sięgnęli również do dokumentów, które są opatrzone klauzulą tajności. Tych materiałów nie dołączono do akt sprawy. Domniemam, że gdyby je załączono - zaniechano by wniesienia aktu oskarżenia w tej sprawie. Inne rażące błędy NPW to: nieprzeprowadzenie wizji lokalnej, pomimo złożonych wniosków obrony, czy banalny, ale istotny brak zmierzenia wysokości budynków w miejscach, w których padł ostrzał. Oględziny miejsca zdarzenia nie są dokładne. Jeśli nie możemy w stu procentach określić, w którym miejscu stał moździerz, to jak możemy domagać się skazania żołnierzy?! W każdej sprawie, a szczególnie w tej, w której giną ludzie, najważniejsze są czynności zabezpieczające podjęte bezpośrednio po zdarzeniu.
Co więcej - ponad 100 stron protokołów przesłuchań świadków zostało przesłanych dopiero pod koniec procesu toczącego się w Wojskowym Sądzie Okręgowym w Warszawie. Trzeba też podkreślić, że obrona została zapoznana z aktami śledztwa dopiero miesiąc przed jego zakończeniem. Natomiast dziennikarze kilka miesięcy wcześniej wiedzieli już, kiedy prokuratorzy zakończą swoją pracę. Nawet gdyby obrońcy złożyli wnioski dowodowe, to nie mogłyby być one uwzględnione ze względu na brak czasu.

- Czy takie działanie prokuratury nie świadczy o jej niewłaściwym funkcjonowaniu?

- W prokuraturze dzieją się w ogóle bardzo dziwne rzeczy. Dostrzegam tutaj pewien efekt domina. Naczelna Prokuratura Wojskowa z góry założyła, że skoro zdecydowała się na aresztowanie żołnierzy, to muszą być winni i muszą zostać skazani. A tak przecież nie powinno być! Toczące się śledztwo, mimo wszelkich braków, mankamentów i usterek, prokuratorzy usiłowali zakończyć w terminie podanym wcześniej dziennikarzom.

- Czy ostatni konflikt między Prokuratorem Generalnym a Naczelnym Prokuratorem Wojskowym, który musiał ustąpić ze swojego stanowiska, może w jakiś sposób rzutować na proces żołnierzy oskarżonych o ludobójstwo?

- Mam nadzieję, że w żaden sposób nie będzie wpływał na dalszy przebieg procesu. Jednak jako prawnik muszę stwierdzić, że dobro państwa bardzo cierpi. Wzajemne animozje i konflikty między wysokimi urzędnikami - Prokuratorem Generalnym i Naczelnym Prokuratorem Wojskowym - które, niestety, ujrzały światło dzienne i o których usłyszała opinia publiczna, nie służą dobru Rzeczypospolitej. Bez względu na to, który z tych panów ma rację, ich konflikt w żaden sposób nie powinien zostać upubliczniony.

Reklama

- Dwa lata procesu, aż 57 rozpraw oraz wiele upokorzeń spotkało naszych żołnierzy po powrocie z Afganistanu. Mimo uniewinnienia trzech żołnierzy czterech z nich czeka ponowny proces - tak postanowił Sąd Najwyższy, odpowiadając na apelację prokuratorów. Po wyjściu z sali jeden z uniewinnionych powiedział, że po ogłoszonym wyroku poczuł wielką ulgę…

- Wyrok Sądu Najwyższego przyjmuję z pokorą. Mam nadzieję, że po ponownym rozpoznaniu sprawy sędziowie Wojskowego Sądu Okręgowego w Warszawie wydadzą wyrok uniewinniający dla pozostałych czterech żołnierzy. Zgadza się - przeżywali oni stres nie tylko w czasie procesu, ale także po powrocie z Afganistanu. Najpierw zostali wyróżnieni, awansowani i uhonorowani, a potem potraktowano ich jak najgorszych zbrodniarzy. W spektakularny sposób - przy użyciu sił antyterrorystycznych zatrzymano ich. Cel tego zatrzymania pozostaje zagadką do dnia dzisiejszego. To jest bardzo niezrozumiałe dla mnie nie tylko jako prawnika, ale także obywatela.

- Zdaniem, służb jednak, takie brutalne potraktowanie jest normalną procedurą...

- Nie możemy tutaj mówić o zwyczajnych procedurach zatrzymania, są to bowiem żołnierze w służbie czynnej i wystarczyło, aby zostali wezwani do prokuratury za pośrednictwem swoich przełożonych. Obowiązkiem żołnierza jest stawienie się u dowódcy. Gdyby były podstawy do ich zatrzymania, można było dokonać tego w miejscu pełnienia przez nich służby. Poza tym wydaje mi się, że żołnierze są na tyle odpowiedzialni i honorowi, iż gdyby dostali wezwanie do prokuratury czy Żandarmerii Wojskowej, stawiliby się tam niezwłocznie. Uważam, że nie było takiej potrzeby, aby używać sił antyterrorystycznych do zatrzymania żołnierzy Wojska Polskiego.

Reklama

- Czy ewentualne wniesienie przez prokuraturę wojskową kasacji od wyroku uniewinniającego trzech żołnierzy wpłynie w jakiś sposób na przebieg powtórnego procesu?

- Mam nadzieję, że prokuratorzy NPW tego nie uczynią. A jeśli tak się stanie - do czego mają prawo - proces prawdopodobnie znacznie się przedłuży. Trzeba przyznać, że tego typu sprawy toczą się latami, ponieważ prokuratura skupia się tylko na przedstawianiu części dowodów. Jestem też obrońcą w głośnej sprawie wydarzeń w Magdalence, w której Sąd Apelacyjny w Warszawie po raz drugi uchylił wyrok uniewinniający. Po raz trzeci w Sądzie Okręgowym w Warszawie będzie od nowa toczył się proces, mimo że od tamtych zdarzeń minęło już 8 lat. Niedoskonała praca prokuratury zarówno wojskowej, jak i powszechnej przyczynia się do tego, że procesy trwają latami.

- Żołnierze wracający z misji są zgodni co do tego, że w Afganistanie prowadzony jest najgorszy rodzaj wojny, która przypomina walki partyzanckie. Ci sami mieszkańcy są jednego dnia po stronie wojsk NATO, a kolejnego współpracują z rebeliantami.
Czy Pana wiedza na temat tej misji i samego miejsca, w którym przebywają nasi żołnierze, pogłębiła się od momentu, kiedy postanowił Pan jako adwokat walczyć o honor i godność polskich żołnierzy?

Reklama

- Należy powiedzieć wprost, że tam, w Afganistanie, toczy się totalna wojna. Patrol wchodząc do wioski, nigdy nie ma pewności, czy nie zostanie zaatakowany np. przez nastoletnich chłopców. W sytuacji, gdy dziesięciolatkowie strzelają do żołnierzy i nie wiadomo, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem, nie możemy nazywać tej misji „stabilizacyjną”. Poruszanie się wojska NATO w Afganistanie jest bardzo utrudnione. Tamtejsza ludność zna każdą drogę, każdy zaułek czy kamień, pod którym może być umieszczony ładunek wybuchowy. Sytuacja w Afganistanie jest o tyle bardziej skomplikowana, że talibowie - fanatycy islamscy - nie są regularnym wojskiem, tylko działają po partyzancku, z zaskoczenia. Nieprzyjaciel jest tak naprawdę nieuchwytny i tak jak Pani wspomniała - korzysta z pomocy miejscowej ludności.
Uświadomiłem sobie przez ten czas, w jak wielkim stresie żyją żołnierze. Nie zapominajmy, że wszyscy przebywający w Afganistanie wojskowi przez całą dobę są pod wpływem stresu wojennego. Przez 24 godziny polski żołnierz jest narażony na utratę życia. Przez 6 miesięcy musi zmagać się nie tylko z talibami, ale również z niesprzyjającymi warunkami geograficznymi i klimatycznymi. Jest to regularna, totalna wojna, mimo że nazywana jest misją stabilizacyjną czy pokojową. Mam wrażenie, że polskie społeczeństwo zaczęło patrzeć na tę misję pod tym kątem, dopiero gdy siedmiu polskich żołnierzy zostało postawionych w stan oskarżenia. Z konfliktu w Afganistanie nikt jeszcze nie wyszedł obronną ręką. Pamiętajmy, że Afganistan to nie Irak. O ile w Iraku udało się wprowadzić jakąkolwiek stabilizację, to w Afganistanie talibowie czekają cały czas na wycofanie się wojsk NATO.

- Ale nasz pobyt w Afganistanie wynika przecież m.in. z tego, że należymy do Paktu Północnoatlantyckiego.

- Oczywiście, musimy spełniać zobowiązania sojusznicze. Warto dodać, że niektórzy porównują tę misję do wysłania polskiego wojska przez Napoleona na Santo Domingo, a przecież ta ekspedycja zakończyła się całkowitą klęską. Polacy w dużej mierze są przeciwni obecności polskich wojsk w Afganistanie, a i sami żołnierze nie są do końca przekonani o celowości tej misji.

- Ostatnio nawet doradca prezydenta Komorowskiego - prof. Roman Kuźniar sam przyznał, że „ta misja uległa degeneracji”, a „długotrwała wojna deprawuje”. Zgadza się Pan z tym stwierdzeniem?

- Tak. Zwłaszcza że mimo planowanego wycofania wojsk NATO w 2014 r., końca wojny nie widać, a cel nie został osiągnięty. Poza tym sami żołnierze przyznają, że zadania powierzone Polskiemu Kontyngentowi Wojskowemu nie zawsze mogą być wykonane właśnie z powodu zagrażającego im niejednokrotnie niebezpieczeństwa. Wątpliwości żołnierzy związane z sensem pobytu w Afganistanie pogłębiają się, a społeczeństwo nie jest przychylne misji. Internet aż huczy od przeróżnych komentarzy.

- Stres bojowy odciska niezatarte piętno na żołnierzach, w efekcie czego dochodzi czasami do takich tragicznych wydarzeń, jak zabójstwo dokonane przez amerykańskiego żołnierza na bardzo dużej grupie afgańskich cywili…

- Afganistan to wielka szkoła życia. Słabsi ludzie po prostu tracą kontrolę nad sobą. Wykluczam sytuację, w której nasi żołnierze umyślnie chcieliby pozbawić życia osoby cywilne. Strzelanie amerykańskiego żołnierza z premedytacją i zimną krwią do tak wielu Afgańczyków jest trudne do wytłumaczenia, ale jest zupełnie innym wydarzeniem i ma całkowicie inny kontekst niż to z 2007 r. Nie możemy ich do siebie porównywać. Jeszcze raz powtarzam - w Nangar Khel miał miejsce NIESZCZĘŚLIWY WYPADEK!

2012-12-31 00:00

Oceń: +2 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

WTA: tenisistki będą musiały przejść jednorazowe testy genetyczne

2026-07-21 17:30

[ TEMATY ]

tenis

Adobe Stock

Tenisistki będą musiały przejść jednorazowy test genetyczny, aby móc rywalizować w turniejach kobiet - poinformowała organizacja WTA, zarządzająca kobiecymi rozgrywkami. Nowe przepisy weszły w życie we wtorek.

WTA poinformowała, że jednorazowy test na obecność genu SRY, który pomaga w ustaleniu płci biologicznej, można wykonać za pomocą wymazu z policzka lub badania krwi.
CZYTAJ DALEJ

Bydgoszcz: komunikat po nielegalnych konsekracjach biskupich w Bractwie św. Piusa X

2026-07-21 07:13

[ TEMATY ]

komunikat

Episkopat News

Bp Krzysztof Włodarczyk

Bp Krzysztof Włodarczyk

Konsekracje biskupie dokonane 1 lipca przez biskupów Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X bez mandatu Stolicy Apostolskiej stanowią akt schizmy i wiążą się z karą ekskomuniki - przypomniał biskup bydgoski Krzysztof Włodarczyk w komunikacie opublikowanym 20 lipca. Hierarcha wezwał wiernych, by nie uczestniczyli w celebracjach sprawowanych przez duchownych Bractwa oraz pozostali w pełnej komunii z papieżem Leonem XIV i Kościołem katolickim.

Komunikat jest odpowiedzią na wydarzenia z 1 lipca 2026 roku, kiedy - w uroczystość Najdroższej Krwi Pana Jezusa według Mszału św. Jana XXIII - biskupi Bractwa Kapłańskiego Świętego Piusa X: Alfons de Galarreta i Bernard Fellay udzielili sakry biskupiej czterem kapłanom Bractwa bez mandatu Stolicy Apostolskiej i wbrew woli papieża Leona XIV. Biskup bydgoski oparł swoje stanowisko na Dekrecie i Nocie wyjaśniającej Dykasterii Nauki Wiary z 2 lipca 2026 roku.
CZYTAJ DALEJ

Wrocławianie protestują przeciw zatrudnieniu w szpitalu na Brochowie dr Gizeli Jagielskiej

2026-07-22 12:14

Magdalena Lewandowska

Na protest do Wrocławia przyjechała działaczka pro-life Kaja Godek.

Na protest do Wrocławia przyjechała działaczka pro-life Kaja Godek.

– Nie chcemy, żeby największa porodówka na Dolnym Śląsku stała się polskim centrum aborcji – alarmuje Kaja Godek.

Przed szpitalem im. A. Falkiewicza na wrocławskim Brochowie podczas publicznego różańca modlono się o zatrzymanie aborcji i protestowano przeciw możliwemu zatrudnieniu w placówce aborterki Gizeli Jagielskiej. To właśnie dr Jagielska, pracując w szpitalu w Oleśnicy, dokonała aborcji chlorkiem potasu w 9. miesiącu ciąży.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję