Reklama

Z Chrystusem wśród Papuasów

Niedziela Ogólnopolska 33/2011, str. 18-19

Bożena Sztajner/Niedziela

Ks. Marek Woldan

Ks. Marek Woldan

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

KS. INF. IRENEUSZ SKUBIŚ: - Jest Ksiądz misjonarzem w Papui-Nowej Gwinei. Chrystus powiedział: „Idąc na cały świat, nauczajcie wszystkie narody” (por. Mt 28, 19-20). Nauczanie to bowiem dotyczy najważniejszej sprawy dla człowieka - jego życia w wieczności. Jak ten Chrystusowy nakaz wpisuje się w życie Księdza?

KS. MAREK WOLDAN: - Tak naprawdę misyjność Kościoła jest jego nie tyle podstawowym, ile jedynym zadaniem, i z niej wynikają wszystkie inne. Z misyjnością zetknąłem się w szkole średniej. Odczytywałem, że Pan Bóg wzywa mnie do swojej służby, i ta myśl dojrzewała, a cztery lata temu urzeczywistniła się. Kościół na różny sposób realizuje swoją misyjność. Otrzymałem łaskę cieszenia się realizowaniem misyjności na pierwszym, bezpośrednim froncie, za co Panu Bogu składam dzięki.

- Jak wyglądały bezpośrednie przygotowania do wyjazdu Księdza na misje i potem pierwsze dni realizowania się misyjnego powołania?

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Reklama

- Jestem człowiekiem, który raczej lubi wyzwania. Wiem, że jeśli Pan Bóg daje jakieś powołanie, to daje też potrzebne do tego dyspozycje. Toteż nie stanowiło dla mnie większego problemu, że Papua-Nowa Gwinea jest na drugiej półkuli naszego globu. Zanim wyjechałem, wielokrotnie rozmawiałem też z osobami, które doświadczyły tam misji. Nigdy jednak nie jesteśmy w stanie wyobrazić sobie misji takimi, jakie one są w kontekście mentalności ludzi, w sposobie działania.

- Jakie dla Księdza było pierwsze doświadczenie tamtejszego Kościoła?

Reklama

- Może zabrzmi to trochę dziwnie, ale tam czuję się chyba bliżej Kościoła, niż będąc w Polsce. Przede wszystkim ludzie są tam niesamowicie otwarci i są bardzo blisko księdza. Wielokrotnie byłem świadkiem, jak Pismo Święte tam żyje, w ich otoczce kulturowej. Czasem czytamy opisy, szczególnie w Starym Testamencie, ludzi mieszkających ze zwierzętami (przypowieść o proroku Natanie z Dawidem, o owcy, która spała z ubogim człowiekiem), a ja widzę to na co dzień. Tam najbardziej powszechnym zwierzęciem jest świnia, i to z nimi ludzie śpią w domach. Również - podobnie jak w Piśmie Świętym - nie ma tam określeń „kuzyn”, „kuzynka”. Kiedy spotykam duże rodziny i pytam o koligacje rodzinne, zawsze słyszę, że jest to brat, siostra.
W Papui-Nowej Gwinei Kościół wydaje mi się bliski z tego tytułu, że dostrzegam tam wiele elementów z naszej polskiej pobożności. Prawie w każdym kościele jest obraz Pana Jezusa Miłosiernego. W mojej parafii powstała grupa miłosierdzia, która kultywuje kult Bożego miłosierdzia. To było dla mnie szokiem, że przesłanie s. Faustyny dotarło aż tak daleko i że jest tak bardzo powszechne. Niemal każdy tam zna Koronkę do Miłosierdzia Bożego.
Wreszcie Kościół w kontekście Papui-Nowej Gwinei to żywe doświadczenie jego jedności w różnorodności. Bowiem mimo wielkiej odległości przestrzennej, jak i kulturowej, tam sprawuję tę samą Eucharystię, z tymi samym modlitwami, z tymi samymi czytaniami, z tym samym porządkiem następujących po sobie części i w końcu z tym samym Jezusem. I to naprawdę bardzo pomaga czuć się w domu, a zatem na miejscu. Doświadczenie Kościoła w Polsce i na Papui daje mi odczuć, że przynależę do Kościoła powszechnego, którego członkowie, choć tak różnorodni, mają to samo pragnienie - pragnienie nieba.

- Prosimy o słowo o diecezji, w której Ksiądz pracuje, i o swojej parafii...

- Diecezja Mendi, w której pracuję, została założona ok. 60 lat temu przez kapucynów z USA. Znajduje się w centralnej części wyspy i terytorialnie jest większa niż dwie diecezje częstochowskie razem wzięte. Mamy trzy rozległe dekanaty, liczące ok. 9-10 parafii każdy. Jeśli chodzi o liczbę wiernych, jest ich jednak dużo mniej niż w Polsce, ponieważ zaludnienie jest znacznie mniejsze.
Już konstytucja Papui-Nowej Gwinei określa ten kraj jako chrześcijański. Kościół katolicki, mimo iż najliczniejszy, stanowi tam jednak zaledwie ok. 30 proc. wierzących, a to za sprawą licznych wyznań i sekt, które mnożą się tam bez końca, z różnych, często przyziemnych powodów, jak podniesienie prestiżu rodziny czy próby wyłudzenia pieniędzy od rządu. Dla przykładu, na terenie mojej parafii, liczącej zaledwie 3 tys. katolików, znajduje się ok. 30 różnych wyznań i sekt.
Sama parafia to poza głównym kościołem jeszcze 10 kaplic dojazdowych. W niektórych z nich gromadzi się spora grupa ludzi, ale są i takie, do których na Mszę św. przychodzi do 10 osób.

- Jak nakreśliłby Ksiądz sylwetkę tubylca? Czy można porównać tych ludzi do Europejczyków?

Reklama

- Różnice są duże. Po pierwsze, ludzie ci są bardzo otwarci, co wypływa z ich wielkiej emocjonalności. Mają też swój sposób myślenia. Ilekroć wydaje mi się, że już ich rozumiem, okazuje się, że jestem w błędzie. Czasem trudno dojść do sedna ich rozumowania. Poza tym są to osoby, które trzymają się więzi naturalnych. Dla nich nie ma jednostki, wszystko robią, nawet myślą, we wspólnocie plemiennej. Podam może przykład: zachwycałem się ich zwyczajem dzielenia się między sobą wszystkim, co mają. To piękna cecha. Z czasem okazało się, że to dzielenie się różnymi rzeczami, które ktoś im przekaże czy znajdą w buszu (np. mięso), wynika z ich obaw i lęku: boją się, że jeśli się nie podzielą, to reszta rodziny, plemienia może im wyrządzić krzywdę, np. spalić dom.

- Jak u tych ludzi wygląda przeżycie religijne - modlitwa, sakramenty, poczucie Bożej Opatrzności?

- Nie wszystko, o czym mówię, odnosi się do całej Papui-Nowej Gwinei, panuje tam duże zróżnicowanie. Zasadniczo Papuas jest człowiekiem, który wierzy. Jest to człowiek modlitwy, a zatem kontaktu z Bogiem czy światem duchowym, co też wynika z wcześniej panującego tam animizmu, czyli wiary w obecność w ich życiu duchów przodków. Niestety, jest pewne zamieszanie w dziedzinie duchowej i religijności. Jeżeli na drodze, na bazarze spotykają się ludzie z ok. 30 różnych wspólnot wyznaniowych, to muszą w umysłach tych ludzi rodzić się pytania: Co jest prawdą? Zdarza się, że szczególnie młodzież czuje się w tym zagubiona i zaczyna oddalać się od Kościoła.

- Jacy są ludzie, z którymi Ksiądz spotyka się w pracy duszpasterskiej?

Reklama

- Schemat powtarza się jak wszędzie na świecie. Trzonem religijności są kobiety. Jeśli chodzi o Msze św. niedzielne, przyjmowanie sakramentów św. - mężczyzn jest nieco mniej. Bardzo wiele dzieci w mojej parafii żywiołowo podchodzi do sprawy religii, lubią niedzielne Msze św. U młodych obserwuję pewne zachwianie, o którym przed chwilą wspomniałem.
Przy naszej parafii działa wiele grup. Poza wspomnianą grupą miłosierdzia jest m.in. Legion Maryi. Stanowi on ogromną pomoc w duszpasterstwie. Cotygodniowe wyjścia parami do różnych grup społecznych - do rodziców, młodzieży, dzieci, do chorych przynoszą owoce w postaci osób chcących przyjmować sakramenty św. lub wracających po długiej nieobecności do Kościoła. Zdarzają się również wspólnoty ojców, którzy w tym czasie przemian kulturowo-ekonomicznych próbują odnaleźć własną drogę do tworzenia chrześcijańskiej rodziny. Zasadniczo bowiem kiedyś chłopcy - od 7. do 8. roku życia - byli wychowywani przez mężczyzn. W tej chwili zmienia się to dość mocno. Męskie wychowanie zostało niejako wycięte i młodzi próbują sobie to na różne sposoby rekompensować, niekoniecznie na właściwych drogach.

- Jak wygląda praca Kościoła na tym terenie? Jak funkcjonuje duszpasterstwo?

Reklama

- Duszpasterstwo przede wszystkim opiera się na współpracy ze świeckimi. Nie jestem fizycznie w stanie odprawić Mszy św. niedzielnej we wszystkich moich dziesięciu kaplicach. Toteż tam, gdzie nie dotrę, przygotowane do tego osoby prowadzą nabożeństwo, katechiści głoszą kazania, nadzwyczajni szafarze Komunii św. rozdają Pana Jezusa wiernym, a rada parafialna podaje ogłoszenia. Są także osoby odpowiedzialne za śpiew, inne za czytania, jeszcze inne za przystrojenie kościoła. Podobnie ma się sprawa z sakramentami. Nie byłbym w stanie przygotować osobiście wszystkich chętnych do chrztu, I Komunii św., spowiedzi czy małżeństwa, toteż prowadzone są szkolenia na katechistów, którzy w swoich wioskach pomagają ludziom dojrzeć do sakramentów. Ja wchodzę już na koniec, sprawdzając lub dopowiadając to, co konieczne.
Praca Kościoła w Papui to jednak nie tylko głoszenie miłującego Boga, ale również wypowiadanie tej miłości w konkretach. Od samego początku Kościół stawiał tu na różnego rodzaju pomoc socjalną, zdrowotną i edukację. Nieprzypadkowo najlepszymi szkołami są tu najczęściej katolickie szkoły. Bardzo pięknie rozwinięty jest tu również program pomocy osobom zarażonym wirusem HIV. Co jakiś czas robione są w różnych częściach diecezji testy oraz dostarczane lekarstwa hamujące rozwój tej choroby. Duszpasterze zaś muszą swoją wiedzę wyniesioną z seminarium poszerzyć nieco o sprawy związane z mechaniką samochodową, stolarstwem, elektryką, budownictwem i z innymi dziedzinami na pozór niezwiązanymi z duszpasterstwem.

- Jak żyje się w Papui-Nowej Gwinei?

Reklama

- Powiem o mojej parafii, gdyż często zupełnie inaczej jest w parafiach sąsiednich czy w miastach. Tu zdecydowana większość ludzi utrzymuje się z ogrodnictwa - sadzą przede wszystkim słodkie ziemniaki, co stanowi podstawę ich wyżywienia. Nadmiar sprzedają na bazarach. A gdy potrzebują więcej pieniędzy, to sprzedają świnię lub... córkę. Wciąż bowiem obowiązuje tu zapłata za żonę. Poza tym na terenie parafii są trzy szkoły - dwie podstawowe i jedno gimnazjum. Jest więc spora grupa nauczycieli, którzy otrzymują wypłatę. Są pewne struktury rządowe i osoby, które - pełniąc funkcje administracyjne - również zarabiają. Garstce, która w edukacji ma dobre wyniki, udaje się znaleźć pracę w mieście. Z mojej parafii - Kagua nieliczni pracują w stolicy czy poza granicami państwa i najczęściej przesyłają pieniądze swoim rodzinom. Tak mniej więcej wygląda sposób zarobkowania czy utrzymywania się Papuasów.
Jak przed wieloma laty, tak i dzisiaj w zdecydowanej większości mieszkają w domach budowanych z trzciny, pokrytych trawą, w których centralnym miejscem jest palenisko. Tam można dosłownie zrozumieć pojęcie ogniska domowego, przy którym gromadzą się członkowie rodziny i przybysze, by się ogrzać, a w ciągu dnia przyrządzić coś na ogniu czy w popiele. Zdecydowana większość ludzi to osoby biedne, aczkolwiek w jakiś sposób szczęśliwe. Mają wiele czasu, otrzymują wiele od przyrody, znajdują owoce w buszu, a zasoby uprawianych ogrodów wystarczają im na codzienny pokarm. Dzieci pierwszokomunijne cieszą się, gdy jako prezent otrzymają chińską zupkę... Po Mszy św. proszą, aby im pobłogosławić.

- Jak wygląda zwyczajne życie w tym kraju komunikacja, telefonia?

- Tu jest również wielka różnorodność. Ludzi przewożą autobusy, które de facto są ciężarówkami. Zdarza się, że ktoś ma samochód - są to zazwyczaj rodziny, w których ktoś pracuje w stolicy czy w większym mieście lub osoby, które otrzymały duże spadki. Jeśli chodzi o wynalazki techniki, takie jak np. telefony komórkowe, to z pewnością zadziwię, ale mam w domu pełny zasięg. Kilka lat temu dokonał się tam bowiem ogromny postęp techniczny. Papuasi mogą nosić trawę zamiast ubrań, ale coraz ciężej obejść im się już bez komórki. Wygląda to czasem wręcz komicznie.
Różnice są jednak ogromne. Musimy pamiętać, że postęp zawitał tam ok. 60 lat temu. To, co nasza kultura zdobywała przez 2 tys. lat lub dłużej, oni nadrabiają w ciągu ostatnich 60 lat. Z niektórymi rzeczami idzie im trochę łatwiej, z innymi trudniej. Do drugiej grupy zaliczają się na pewno drogi. To raj dla miłośników motokrosu.

- Czy misja daje kapłanowi satysfakcję, czy jest to spełnienie kapłańskie? Czy może Ksiądz powiedzieć: Jestem kapłanem misjonarzem szczęśliwym?

Reklama

- Pojmuję to w tych kategoriach. Dla mnie jest to miejsce, które Pan Bóg mi wskazuje. Byłoby wielką karą, gdyby biskup skierował mnie na studia czy jako wykładowcę w seminarium. Bardzo dobrze odnajduję się na terenach misyjnych, gdzie jestem niejako na pierwszym froncie. Oczywiście, jak wszędzie, są problemy, choć trochę w innych kategoriach. Ale Pan Bóg zawsze daje pomoc potrzebną do stawienia im czoła.
Podzielę się może moimi głównymi problemami w duszpasterstwie. Jednym z nich jest utrzymywanie się praktyk płynących z poprzednich wyznań oraz wiara w czary. Jeśli umiera ktoś w sile wieku lub dziecko, to według ludzi zawsze ktoś za tym stoi, ktoś rzucił czar. Na terenie mojej parafii doszło kiedyś do zatrważającego przypadku, kiedy to oskarżono kobietę o zabicie dziecka. Według nich, duch tej kobiety wyszedł z niej w nocy, zmienił się w kota, wszedł do domu tej dziewczynki i wyjadł jej serce. Kobieta była torturowana, powieszono ją za nogi na drzewie, rozpalono pod nią ogień i przypalano jej ciało rozgrzanymi prętami. Cudem uszła z życiem. Niestety, kilka innych osób nie miało takiego szczęścia. Dobrze, że znajdują się osoby, które potrafią myśleć. Również na kilka dni przed moim wyjazdem zdarzył się podobny przypadek oskarżenia kogoś zupełnie przypadkowo przechodzącego o spowodowanie śmierci młodego człowieka. Na szczęście lider tej społeczności przeciwstawił się temu i zdołał powstrzymać przed dokonaniem samosądu i zabiciem niewinnego. Z takimi przypadkami spotykam się często. A ostatnio nawet człowiek, który miał remontować mój rozsypujący się dom, odmówił mi pomocy, ponieważ ktoś, kto wcześniej malował fragment domu, nagle przewrócił się i zmarł. Ponieważ człowiek ten również nie był z tej miejscowości, bał się, że ludzie z zazdrości, że ma pracować przy remoncie, mogą wyrządzić mu krzywdę.
Inny problem to tzw. hauskrai - czyli obrzędowość związana z pogrzebem i uszanowaniem zmarłego. Gdy ktoś umrze, cała rodzina, plemię zbiera się, opłakuje i chowa zmarłego, ale nie rozchodzi się później do domów, tylko pozostaje tam dłuższy czas - tydzień, dwa, miesiąc - nie wolno im wtedy pracować w ogrodzie, także przychodzić na niedzielną Mszę św. Jest to trudne do zrozumienia. Staramy się wyjaśniać, że zamiast siedzieć bezczynnie na miejscu pochówku, znacznie lepiej będzie, gdy pomodlą się za tę osobę, ofiarują Mszę św. Jest to mozolna praca i czasem już przynosząca efekty, ale wciąż jeszcze są one mało widoczne.

- Jak można Księdzu pomóc?

- Chciałbym podziękować wszystkim, którzy przez 3,5 roku wspierali mnie przede wszystkim modlitwą w intencji rozwiązania problemów, o których wspominałem, a jest ich znacznie więcej. Czuję w tej pracy wielką pomoc modlitwy, której namacalnie doświadczam. Kiedy sam nie potrafię sobie wyjaśnić, dlaczego tak się wszystko dobrze ułożyło, wtedy przychodzą mi na myśl osoby, które zapewniły mnie o swojej modlitwie i wszystko jest już jasne.
Nieoceniona jest także pomoc materialna. By nasza katolicka szkoła mogła gromadzić jeszcze większą liczbę osób, kończymy budowanie nowej sali lekcyjnej. Wciąż myślimy o stworzeniu prawdziwej biblioteki, bo do właściwej edukacji potrzeba książek. Mamy ich już wiele, ale z braku miejsca leżą w kartonach.
Innym palącym problemem będzie niedługo zakup generatora dla misji. To jedyne źródło prądu, używamy je 4 godziny wieczorem. Obecny generator coraz częściej odmawia posłuszeństwa, a dokupienie części zamiennych graniczy z cudem.

- Dziękuję za rozmowę i życzę wielu osiągnięć na misyjnym terenie.

2011-12-31 00:00

Oceń: +1 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Ks. Michał Pietrasik nowym ekonomem Archidiecezji Łódzkiej

2026-09-30 15:47

[ TEMATY ]

archidiecezja łódzka

ks Paweł Kłys

Kard. Krajewski podziękował dotychczasowemu ekonomowi za wieloletnią pracę i zaangażowanie w sprawy archidiecezji. Ks. Tomasz Bartczak ze względów zdrowotnych wcześniej prosił o zwolnienie z pełnionej funkcji. Nadal będzie jednak zaangażowany w sprawy ekonomiczne archidiecezji jako przewodniczący jednej z komisji ekonomicznych oraz konsultor.

– Jesteśmy bardzo wdzięczni księdzu Tomaszowi, bo on miał marzenia, jak powinna być prowadzona diecezja. Mało tego, on te marzenia spełniał – powiedział kard. Krajewski.
CZYTAJ DALEJ

Odrzucona Ewangelia nie przestaje być Ewangelią

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Hiob woła do przyjaciół o litość, „bo ręka Boga mnie dotknęła”, a zaraz potem wypowiada pragnienie, które dla prawnika brzmi jak żądanie utrwalenia dowodu: „oby me słowa zostały spisane, oby w księdze utrwalone, rylcem żelaznym i ołowiem na skale wyryte na wieki”. Człowiek, któremu współcześni odmówili racji, apeluje do trybunału przyszłości. Skoro proces doczesny jest nie do wygrania (zob. glossę na 30 IX), niech przynajmniej akta przetrwają. Pismo utrwalone na skale to w starożytności forma najtrwalszej publikacji, jak inskrypcja królewska. Hiob chce, by jego sprawa nie umarła razem z nim. Wtedy, z samego dna, wyrywa się zdanie, które przerosło całą księgę: „lecz ja wiem: Wybawca mój żyje, na ziemi wystąpi jako ostatni”. Hebrajskie goel oznacza krewnego-mściciela, wykupiciela, tego, kto z mocy prawa rodowego wykupywał krewnego z niewoli, odzyskiwał jego ziemię i ujmował się o jego krew (por. Kpł 25; Rt 4). Hiob, opuszczony przez wszystkich, wyznaje, że ma jeszcze jednego Krewnego, który wstanie „jako ostatni”, dosłownie jak ten, kto w procesie zabiera głos na końcu i rozstrzyga. Wulgata przełożyła śmiało: Scio enim quod redemptor meus vivit, i tak te słowa weszły do liturgii za zmarłych, gdzie Kościół śpiewa je nad trumnami do dziś. „Ja sam Go zobaczę, moje oczy ujrzą, nie kto inny; moje nerki już mdleją z tęsknoty”. Tekst hebrajski jest w szczegółach ciemny i tłumacze biedzą się nad nim od wieków, ale kierunek nadziei jest jasny. Hiob spodziewa się zobaczyć Boga po swojej stronie. Chrześcijańska lektura od czasów Ojców słyszała tu przeczucie zmartwychwstania. Dzisiejsza patronka, Teresa z Lisieux, przeszła pod koniec życia własną noc wiary, próbę ciemności, o której mówiła, że siedzi przy stole niedowiarków. Właśnie w tej nocy powtarzała akt ufności. Mała droga i wielka skarga Hioba spotykają się w jednym punkcie. Ufność jest decyzją miłości podjętą w ciemku.
CZYTAJ DALEJ

Panie! Daj nam sił, byśmy przynosili owoce naszego nawracania się na miłość!

2026-10-01 08:11

[ TEMATY ]

rozważania

O. prof. Zdzisław Kijas

pixabay.com

Bóg oczekuje jedynie od człowieka, aby przynosił owoce nawrócenia, owoce miłości i pracy, owoce przyjaźni i modlitwy, by był pracowity w swoim życiu. To najważniejsze, czego oczekuje od człowieka Bóg. Daje mu wiele, obdarza go swoją łaską, przychodzi mu z pomocą w każdej sytuacji, czekając w zamian na – nawet minimalne – owoce jego działań.

Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu: «Posłuchajcie innej przypowieści. Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznie, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś ukamienowali. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: Uszanują mojego syna. Lecz rolnicy, zobaczywszy syna, mówili do siebie: „To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo”. Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc przybędzie właściciel winnicy, co uczyni z owymi rolnikami?» Rzekli Mu: «Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze». Jezus im rzekł: «Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: „Ten właśnie kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce». Wtedy Jezus rzekł do nich: «Zaprawdę, powiadam wam: Celnicy i nierządnice wchodzą przed wami do królestwa niebieskiego. Przyszedł bowiem do was Jan drogą sprawiedliwości, a wy mu nie uwierzyliście. Uwierzyli mu zaś celnicy i nierządnice. Wy patrzyliście na to, ale nawet później nie opamiętaliście się, żeby mu uwierzyć».
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję