Reklama

„Wzgardzony - okryty chwałą...”

Niedziela Ogólnopolska 1/2011, str. 14-15

GRAZIAKO/Niedziela

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Reklama

Książka „Widziałem Polskę zdradzoną” - to wspomnienia Arthura Bliss Lane’a, ambasadora Stanów Zjednoczonych w Polsce w latach 1945-47. Ten dzielny amerykański dyplomata widział z niezwykłą ostrością cały wymiar zbrodni, zmowy i kłamstwa, które paraliżowały naszą ojczyznę już od chwili zakończenia wojny, oraz hańbę milczenia świata wobec tego nieszczęścia. A jednocześnie - co jeszcze rzadsze - zdawał sobie jasno sprawę ze znaczenia kwestii polskiej nie tylko dla narodu amerykańskiego, ale dla całego świata. Widział to nie tylko w kontekście strategicznego położenia Polski oraz w związku z faktem, że miliony obywateli jego własnego kraju mają polskie pochodzenie. Był gruntownie przekonany, że tworzenie na terenie Polski państwa policyjnego, likwidacja opozycji, wszelkich tendencji niepodległościowych i całkowite unicestwienie wolności słowa, oznaczało coś więcej niż zdławienie demokracji w tej części Europy. Wiedział, że na końcu tej drogi jest dążenie Rosji do światowej dominacji przez uzależnienie kolejnych państw europejskich „aż do chwili, gdy przyjdzie kolej na Stany Zjednoczone”. Mówił, że zamykanie przez Zachód oczu „na to, czym jest imperializm komunistyczny”, jest najkrótszą drogą do zagrożenia „naszego własnego istnienia”. Cytował w swojej książce odpowiedź prezydenta Roosevelta na usilne namawianie go, przez jednego z wysokich urzędników Departamentu Stanu, do bardziej stanowczych działań wobec Stalina: „Może pan dużo wiedzieć o sprawach międzynarodowych, ale nie rozumie pan polityki amerykańskiej”.
Arthur Bliss Lane, amerykański patriota, absolwent University of Yale, szczerze pragnący jak najlepiej wywiązać się ze swojej misji w Polsce (w przypominającej jedno wielkie gruzowisko Warszawie znalazł się już w lipcu 1945 r.), po powrocie do Stanów wystąpił ze służby dyplomatycznej. Był rozczarowany i rozgoryczony postawą swojego rządu, zamierzał „poświęcić się sprawie poinformowania społeczeństwa amerykańskiego o rzeczywistym przebiegu wypadków w zajętej przez Armię Czerwoną Polsce” (prof. M. K. Kamiński). Zajął się pisaniem pamiętników, które wydano w Chicago już w 1948 r. Jego głos przyjęto z niedowierzaniem. Sytuacja w Stanach była taka, że „jedynie Polonia amerykańska zdawała sobie sprawę z grozy ekspansji komunizmu”.

„...z miny zgadłbyś łatwo,
że wielki człowiek,
wielki triumf prowadzi:
Triumf cara Północy,
zwycięzcy nad dziatwą!”
(A. Mickiewicz, „Dziady”, cz. III)

Reklama

Rzecz ciekawa, podobnie widział nasz kraj francuski pisarz Paul Claudel. W swoim „Dzienniku” (wydanym przez PAX w 1977 r.) zauważył - powołując się na jezuitę, o. Gratry’ego - że przyzwolenie ze strony chrześcijańskich państw europejskich na zniesienie Polski z mapy kontynentu w XVIII wieku, ten „ohydny rozbiór narodu chrześcijańskiego”, jest grzechem śmiertelnym Europy. I musi zostać odpokutowany - inaczej Europa nie zazna ani ładu moralnego, ani pokoju, ani pomyślności.
A co mówić o angielskim katolickim pisarzu i jednym z najciekawszych myślicieli XX wieku - Gilbercie K. Chestertonie? Uważał, że Polska jest w Europie „jedynym realnym wałem obronnym przeciw barbarzyństwu”. Wobec ludzi krytykujących i szkalujących Polskę przyjmował postawę aktywnego sprzeciwu - udowodnił m.in., że przypisywanie Polakom antysemityzmu ma charakter zemsty za naszą waleczność wobec Rosji bolszewickiej i jest kłamstwem i manipulacją. W postawie tych, którzy naśmiewali się z Polski, widział żałosne skutki zazdrości oraz sztuczne nadymanie swojej wielkości, by z moralnego karzełka urosnąć na atletę.
„Wykazywano nam - pisał w przedmowie do «Listów o Polsce» K. Saroela - że Polacy są «histerycznymi dziećmi», pozbawionymi dyscypliny, zmysłu praktycznego, niezdolni do wytworzenia żadnej formy bytu poza anarchią. «Histeryczne dzieci» odpowiadały ważkim argumentem, zadając bolszewikom jedyny istotny cios, jaki ich dosięgnął, i krusząc ich potęgę na polu bitwy, podczas gdy my poprzestaliśmy na zwalczaniu bolszewizmu w artykułach dziennikarskich, jednocześnie pobłażając mu tam, gdzie chodziło o zapewnienie sobie rynków zbytu”.
Zdaniem ks. Henri Delassusa, gorącego francuskiego patrioty XIX wieku, elity w każdym kraju, nawet niszczonym przez zabory czy rewolucję, mają szansę się odrodzić ze względu na przechowywaną w nich pamięć o przeszłości i pielęgnowanie dawnych cnót: wierności wierze i zasadom honoru, chrześcijańskiego miłosierdzia, obrony Prawdy. Kto ma się składać na te faktyczne elity? Duchowieństwo - niedotknięte zgubnymi wpływami modernizmu i nieulegające szantażowi demokracji, duchowieństwo, „które krzewi świętość słowem i przykładem” (autor tych słów określa duchownych jako arystokrację ducha), a także rodziny. Rodziny świadome swej roli społecznej, wystarczająco silne, by obronić swą tożsamość (i swoją własność!). I wreszcie - patrioci rozumiejący powołanie narodu do moralnej wielkości. Za nią zaś idzie zawsze wielkość polityczna.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

„...który przez stajnię wszedłeś do ludzkości”

Reklama

„Serce umiera ostatnie”, dorzuca swój komentarz do naszej dzisiejszej polskiej sytuacji ks. H. Delassus, „a sercem Europy jest elita jej dzieci, złożona z tych wszystkich, którzy zachowali coś z ducha przodków”. Jak to się ma stać, by go istotnie zachowali? - moglibyśmy zapytać zdziwieni, widząc wokół siebie tyle zniszczeń.
A jednak - ten upór skupionych przy żłóbku Nowonarodzonego Zbawiciela Świata polskich katolików wszystkich stanów, ten upór i pragnienie, by klękać przed Bogiem i uwielbiać Go, dziękować i błogosławić, gdy świat szydzi albo odwraca się obojętnie, ma w sobie wiele tego uporu, by widzieć wszystko w świetle prawdy. I bronić jej. Tak jak tysiące ludzi w Polsce broni pamięci o prezydencie Lechu Kaczyńskim i ofiarach Smoleńska. A prawda to także świadomość ciągłości naszych dziejów.
Polska nie narodziła się ani w roku 1945, ani przy Okrągłym Stole, jak chcieliby propagandyści rewolucji. Jest więc ten upór Polski zdradzonej przez możnych tego świata świętym uporem, by przywracać pamięć o prawdziwych zasługach i prawdziwej wielkości naszej ojczyzny. Dziś nie jest łatwo o tym mówić, bo zamiast oklasków spada na kogoś takiego wrzask prześmiewców. Doświadczył tego ostatnio Jarosław Marek Rymkiewicz po swoich odważnych wypowiedziach, gdy nazwał dzisiejszych prześladowców opozycji politycznej ludźmi o mentalności postkolonialnej... Dzisiejszy atak na Polskę jest także atakiem na poszczególnego człowieka, na jego sumienie i - nade wszystko - na jego umysł. Chodzi o to, by ludzie utracili wszelki związek z wiarą, tracąc związek z sensem, z symbolami. Dlatego dziś to nie traktaty, nie eseje, ale filmy, obrazki w telewizji i internecie oraz billboardy i reklamy, bardzo często bluźniercze i działające na podświadomość, mają decydować o tym, jak ludzie powinni myśleć.
A jednak Polacy, którzy - w ogromnej większości - nie tylko szanują, ale czczą Boże Narodzenie, kultywują je z największą czułością w swoich domach i w parafiach - otrzymują przedziwną siłę, by się obronić przed tym atakiem na ich umysły. Nie ma takiej mocy, która wyrwałaby Polakom sens symboliki związanej z Narodzinami Boga-Człowieka. Nawet zadeklarowani ateiści dzielą się u nas opłatkiem, śpiewają kolędy i walą na Pasterkę. Wigilia jest zawsze Wigilią. To tajemnica polskiej duszy, nawet gdy akurat jest w kryzysie, o co dziś nietrudno.
Tak też widział to już Cyprian Kamil Norwid. Patrząc na ziemię „jako piersi otworzoną Boże” i widząc, że „na arenie tej się nie ostoi/Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny...”, dziękował Bogu, że człowiek wierny Bogu „jak gwiazda w niebie czystem stoi”, bowiem

„(...)
Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
i w grobie zwiędłych ziół leżałeś - w żłobie,
I w porze ziemskich próżnej zalotności,
I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

Za prawo tedy do Polski obszaru
Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
Wszech-istny - jednak z obłoków wiszaru
Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
Światło-cieniami czaru i roz-czaru. (...)”

(„Psalm wigilijny”)

„...moc truchleje”

„Rosjanie i hitlerowcy nie tylko doszli do porozumienia w przygotowywaniu zagłady państwa polskiego, ale stosowali także podobne metody dla zdławienia ducha niepodległości” - pisał w swoich „Pamiętnikach” jeden z nielicznych trzeźwo i precyzyjnie myślących ludzi swoich czasów, Arthur Bliss Lane. „Na szczęście - dodawał - ten duch żyje nadal i żyć będzie!”. Na czym amerykański dyplomata opierał swoją pewność? Podkreślał narodową jednorodność Polaków, wspólną religię i język, a także „przeżyte cierpienia i ogromne poświęcenie dla własnej ojczyzny”. „Po rozbiorach w XVIII wieku okazali się narodem, który najtrudniej ujarzmić. W czasie okupacji hitlerowskiej nigdy nie stracili ducha ani poczucia jedności”. I dodawał: „Tak długo, jak zachowają względną wolność praktyk religijnych, ich siła moralna pozostanie nienaruszona”.
Historia milczy o tym, czy czytał Norwida. Jednak temu prostolinijnemu i uczciwemu Amerykaninowi, który brzydził się kłamstwem, bliskie były intuicje poety:

„O, dzięki Tobie za PAŃSTWO-boleści,
I za męczeńskich-KORON rozmnożenie,
I za wylaną czarę SZLACHETNOŚCI
Na lud, któremu imię jest - cierpienie -
I za otwarcie bram... nieskończoności”.

(„Psalm wigilijny”)

Pośród wszystkich nieszczęść Polski zdradzonej amerykański dyplomata zdolny był dostrzegać i podziwiać jej wielką wiarę - tak naprawdę, co być może przeczuwał, jedyne prawdziwe szczęście, jakie może przeżywać jakikolwiek naród, wśród coraz bardziej spoganiałych narodów świata. Zdolność rozpoznania, że to najmniejsze, najniewinniejsze Dziecko leżące na sianie, w zimnej grocie, to sam „Pan niebiosów obnażony”.

Arthur Bliss Lane: „Widziałem Polskę zdradzoną”, Fronda 2008.

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Św. Teresa od Dzieciątka Jezus - "Moim powołaniem jest miłość"

Niedziela łódzka 22/2003

[ TEMATY ]

św. Teresa z Lisieux

Adobe Stock

Św. Teresa z Lisieux

Św. Teresa z Lisieux

O św. Teresie od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza, karmelitance z Lisieux we Francji, powstały już opasłe tomy rozpraw teologicznych. W tym skromnym artykule pragnę zachęcić czytelników do przyjaźni z tą wielką świętą końca XIX w., która także dziś może stać się dla wielu ludzi przewodniczką na krętych drogach życia. Może także pomóc w zweryfikowaniu własnego stosunku do Pana Boga, relacji z Nim, Jego obrazu, który nosimy w sobie.

Życie św. Teresy daje się streścić w jednym słowie: miłość. Miłość była jej głównym posłannictwem, treścią i celem jej życia. Według św. Teresy, najważniejsze to wiedzieć, że jest się kochanym, i kochać. Prawda to, jak może się wydawać, banalna, ale aby dojść do takiego wniosku, trzeba w pełni zaakceptować siebie. Św. Teresie wcale nie było łatwo tego dokonać. Miała niesforny charakter. Była bardzo uparta, przewrażliwiona na swoim punkcie i spragniona uznania, łatwo ulegała emocjom. Wiedziała jednak, że tylko Bóg może dokonać w niej uzdrowienia, bo tylko On kocha miłością bez warunków. Dlatego zaufała Mu i pozwoliła się prowadzić, a to zaowocowało wyzwoleniem się od wszelkich trosk o samą siebie i uwierzeniem, że jest kochana taką, jaka jest. Miłość to dla św. Teresy "mała droga", jak zwykło się nazywać jej duchowy system przekonań, "droga zaufania małego dziecka, które bez obawy zasypia w ramionach Ojca". Św. Teresa ufała bowiem w miłość Boga i zdała się całkowicie na Niego. Chciała się stawać "mała" i wiedziała, że Bogu to się podoba, że On kocha jej słabości. Ona wskazała, na przekór panującemu długo i obecnemu często i dziś przekonaniu, że świętość nie jest dostępna jedynie dla wybranych, dla tych, którzy dokonują heroicznych czynów, ale jest w zasięgu wszystkich, nawet najmniejszych dusz kochających Boga i pragnących spełniać Jego wolę. Św. Teresa była przekonana, że to miłosierdzie Boga, a nie religijne zasługi, zaprowadzi ją do nieba. Św. Teresa chciała być aktywna nie w ćwiczeniu się w doskonałości, ale w sprawianiu Bogu przyjemności. Pragnęła robić wszystko nie dla zasług, ale po to, by Jemu było miło i dlatego mówiła: "Dzieci nie pracują, by zdobyć stanowisko, a jeżeli są grzeczne, to dla rozradowania rodziców; również nie trzeba pracować po to, by zostać świętym, ale aby sprawiać radość Panu Bogu". Św. Teresa przekonuje w ten sposób, że najważniejsze to wykonywać wszystko z miłości do Pana Boga. Taki stosunek trzeba mieć przede wszystkim do swoich codziennych obowiązków, które często są trudne, niepozorne i przesiąknięte rutyną. Nie jest jednak ważne, co robimy, ale czy wykonujemy to z miłością. Teresa mówiła, że "Jezus nie interesuje się wielkością naszych czynów ani nawet stopniem ich trudności, co miłością, która nas do nich przynagla". Przykład św. Teresy wskazuje na to, że usilne dążenie do doskonałości i przekonywanie innych, a zwłaszcza samego siebie, o swoich zasługach jest bezcelowe. Nigdy bowiem nie uda się nam dokonać takich czynów, które sprawią, że będziemy w pełni z siebie zadowoleni, jeśli nie przekonamy się, że Bóg nas kocha i akceptuje nasze słabości. Trzeba zgodzić się na swoją małość, bo to pozwoli Bogu działać w nas i przemieniać nasze życie. Św. Teresa chciała być słaba, bo wiedziała, że "moc w słabości się doskonali". Ta wielka święta, Doktor Kościoła, udowodniła, że można patrzeć na Boga jak na czułego, kochającego Ojca. Jednak trwanie w takim przekonaniu nie przyszło jej łatwo. Przeżywała wiele trudności w wierze, nieobce były jej niepokoje i wątpliwości, znała poczucie oddalenia od Boga. Dzięki temu może być nam, ludziom słabym, bardzo bliska. Jest także dowodem na to, że niepowodzenia i trudności są wpisane w życie każdego człowieka, nikt bowiem nie rodzi się święty, ale świętość wypracowuje się przez walkę z samym sobą, współpracę z łaską Bożą, wypełnianie woli Stwórcy. Teresa zrozumiała najgłębszą prawdę o Bogu zawartą w Biblii - że jest On miłością - i dlatego spośród licznych powołań, które odczuwała, wybrała jedno, mówiąc: "Moim powołaniem jest miłość", a w innym miejscu: "W sercu Kościoła, mojej Matki, będę miłością".
CZYTAJ DALEJ

Leon XIV: odbudowa Notre-Dame symbolem odrodzenia Kościoła i Europy

2026-09-30 10:49

[ TEMATY ]

katedra Notre‑Dame

odbudowa

Leon XIV

symbol odrodzenia

PAP

Papież Leon XIV

Papież Leon XIV

Na odrodzenie jako klucz do odczytania swej zakończonej w poniedziałek podróży apostolskiej do Francji wskazał Ojciec Święty podczas dzisiejszej audiencji ogólnej. Swoją katechezę poświęcił podsumowaniu tej wizyty. Za symbol tego odrodzenia uznał odbudowaną po pożarze katedrę Notre-Dame w Paryżu. „Prawdziwa odbudowa, odnowa Kościoła, której może dokonać jedynie Bóg” - powiedział papież nawiązując do wielkiej Mszy św. na paryskim Place de la Concorde.

Oto tekst papieskiej katechezy w tłumaczeniu na język polski:
CZYTAJ DALEJ

Synodalna Komisja Kanoniczna proponuje większy udział świeckich w urzędach, funkcjach i posługach w Kościele

2026-10-01 11:30

[ TEMATY ]

świeccy

duchowni i świeccy

Monika Książek

Sekretariat Generalny Synodu opublikował propozycje zmian w łacińskim Kodeksie Prawa Kanonicznego. Dokument przewiduje m.in. większy udział świeckich w niektórych funkcjach kościelnych, obowiązkowe rady duszpasterskie w parafiach, regularne synody diecezjalne oraz większą odpowiedzialność Kościołów lokalnych. Na razie są to jednak jedynie propozycje - żadna z nich nie weszła w życie.

Końcowe sprawozdanie Komisji Kanonicznej ds. Kościoła Synodalnego, opublikowane 30 września przez Sekretariat Generalny Synodu, wskazuje możliwe sposoby przełożenia dorobku procesu synodalnego na prawo kanoniczne.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję