W Duszpasterstwie Akademickim „Piątka” dwoje młodych ludzi zapoczątkowało spotkania Ruchu Czystych Serc (RCS) - grupy, której głównym założeniem jest powstrzymanie się od współżycia seksualnego aż do ślubu. „Tylko czyste serce może w pełni dokonać wielkiego dzieła miłości, jakim jest małżeństwo” (Jan Paweł II).
Łódzka grupa jest jedną z wielu działających w Polsce. - Jestem w RCS od 2007 r. Do ruchu można przystąpić albo formalnie się do niego zapisując w tzw. „Księdze Czystych Serc”, albo uczynić to we własnym sumieniu, poprzez częstą spowiedź, Komunię św. oraz modlitwę - mówił Krzysztof Droszkowski, pomysłodawca spotkań w Łodzi. Sympatycy RCS czytają dwumiesięcznik „Miłujcie się!”, wydawany w nakładzie ponad 200 tys. egzemplarzy, co oznacza, że mniej więcej taka liczba osób w Polsce jest związana z ruchem. - Na pierwsze spotkanie przyszło prawie 30 osób, w tym osoby, które po raz pierwszy pojawiły się w DA „5”. Niektórzy pytali, czy aby przyłączyć się do nas trzeba mieć „czystą” przeszłość i teraźniejszość? Oczywiście, spotkania są dla wszystkich, nie pytamy nikogo o doświadczenia seksualne ani o to, czy z kimś są czy mieszkają. Adresujemy je szczególnie do osób, które kiedyś się zagubiły, a teraz chciałyby zacząć wszystko od nowa - dodaje Droszkowski.
Podczas spotkań studenci dyskutują nie tylko na tematy związane z ich seksualnością (takie jak: czystość, antykoncepcja), ale także dotyczące relacji interpersonalnych (wyrażania swoich emocji, relacji z innymi, itp.). Organizatorzy chcą zaprosić małżeństwa i inne osoby propagujące czystość przed ślubem, by na własnym przykładzie opowiedzieli o plusach takiego postępowania. Na pytanie, dlaczego Krzysztof wybrał taką drogę swojego życia, odpowiada, że takie podejście do czystości wyniósł z domu i z Kościoła. - W moich postanowieniach umocnili mnie m.in. muzycy rockowi, tacy jak Robert „Litza” Friedrich i Darek Malejonek, którzy pokazali, że można być fajnymi ludźmi, jednocześnie zachowując czystość. Obecnie mam dziewczynę, z którą od początku znajomości mamy mocne postanowienie życia w czystości i zamierzamy tego dochować do ślubu. Wierzymy, że nam się uda! - dodaje Krzysztof Droszkowski.
Ruch Czystych Serc, którego patronką jest bł. Karolina Kózkówna, stawia przede wszystkim na zachowanie czystości przedmałżeńskiej i wolność od wszelkich nałogów, a przede wszystkim na pielęgnowanie relacji z Jezusem poprzez m.in. codzienną modlitwę i życie sakramentalne (częstą Eucharystię i regularną spowiedź) oraz podjęcie konkretnej pracy nad sobą. - Do ruchu może przystąpić każdy, kto pragnie ofiarować Jezusowi swoje serce na leczenie i chce uczyć się od Niego kochać czystą miłością - deklarują założyciele RCS.
Spotkania Ruchu Czystych Serc odbywają się co dwa tygodnie w sali DA „5”. Więcej informacji o ruchu można znaleźć na stronie internetowej: www.rcs.org.pl.
Proszę o inny zestaw pytań! OK, żartowałam! Odpowiem na to pytanie, choć przyznaję, że się go nie spodziewałam. Wiesz... Gdyby tak patrzeć na mnie tylko przez pryzmat znaczenia mojego imienia, to z pewnością odpowiedziałabym twierdząco. Wszak imię to wywodzi się z greckiego przymiotnika hagné, który znaczy „czysta”, „nieskalana”, „doskonała”, „święta”.
Obiektywnie patrząc na siebie, muszę powiedzieć, że naprawdę jestem kobietą wrażliwą i odpowiedzialną. Jestem gotowa poświęcić życie ideałom. Mam w sobie spore pokłady odwagi, która daje mi poczucie pewnej niezależności w działaniu. Nie narzucam jednak swojej woli innym. Sądzę, że pomimo tego, iż całe stulecia dzielą mnie od dzisiejszych czasów, to jednak mogę być przykładem do naśladowania.
Żyłam na przełomie XIII i XIV wieku we Włoszech. Pochodzę z rodziny arystokratycznej, gdzie właśnie owa doskonałość we wszystkim była stawiana na pierwszym miejscu. Zostałam oddana na wychowanie do klasztoru Sióstr Dominikanek. Miałam wtedy 9 lat. Nie było mi łatwo pogodzić się z taką decyzją moich rodziców, choć było to rzeczą normalną w tamtych czasach. Później jednak doszłam do wniosku, że było to opatrznościowe posunięcie z ich strony. Postanowiłam bowiem zostać zakonnicą. Przykro mi tylko z tego powodu, że niestety, moi rodzice tego nie pochwalali.
Następnie moje życie potoczyło się bardzo szybko. Założyłam nowy dom zakonny. Inne zakonnice wybrały mnie w wieku 15 lat na swoją przełożoną. Starałam się więc być dla nich mądrą, pobożną i zarazem wyrozumiałą „szefową”. Pan Bóg błogosławił mi różnymi łaskami, poczynając od daru proroctwa, aż do tego, że byłam w stanie żywić się jedynie chlebem i wodą, sypiać na ziemi i zamiast poduszki używać kamienia. Wiele dziewcząt dzięki mnie wstąpiło do zakonu. Po mojej śmierci ikonografia zaczęła przedstawiać mnie najczęściej z lilią w prawej ręce. W lewej z reguły trzymam założony przez siebie klasztor.
Wracając do postawionego mi pytania, myślę, że perfekcjonizm wyniesiony z domu i niejako pogłębiony przez zakonny tryb życia można przemienić w wielki dar dla innych. Oczywiście, jest to możliwe tylko wtedy, gdy współpracujemy w pełni z Bożą łaską i nieustannie pielęgnujemy w sobie zdrowy dystans do samego siebie.
Pięknie pozdrawiam i do zobaczenia w Domu Ojca!
Z wyrazami szacunku -
Zachował w pamięci jego zapach. Zapach papieża Franciszka. Za każdym razem, gdy ogarnia go tęsknota, a dzieje się tak bardzo często, Massimiliano Strappetti, 56-letni rzymianin, pielęgniarz, którego wszyscy widzieliśmy na tysiącach zdjęć pchającego wózek Bergolio, zarówno w Watykanie, jak i w szpitalu Gemelli, otwiera buteleczkę wody kolońskiej z Apteki Watykańskiej, „którą papież zwilżał twarz przed wyjściem z domu Świętej Marty”, i wącha ją. „W ten sposób w jednej chwili - mówi - przypomina mi się wszystko, co było”. Tak jak w tym wywiadzie, pierwszym, którego rok po śmierci Franciszka udzielił największemu włoskiemu dziennikowi „Corriere della Sera”. „Był dla mnie drugim ojcem - wyznaje - do dziś bardzo mi go brakuje”.
Massimiliano Strappetti w wieku 20 lat rozpoczął pracę w klinice Gemelli, następnie przeniósł się do watykańskiej służby medycznej i w trakcie swojej kariery opiekował się do końca również Janem Pawłem II oraz papieżem Benedyktem XVI. Obecnie należy do personelu medycznego Leona XIV.
Papież Franciszek podczas całego pontyfikatu nieustannie sprzeciwiał się wojnie i wzywał do pokoju. Słowa zmarłego przed rokiem, 21 kwietnia 2025, papieża nadal poruszają miliony i pokazują, jak potężne jest jego dziedzictwo, przypomniała korespondentka agencji niemieckojęzycznych w Rzymie, Severina Bartonitschek.
„Non rassegniamoci alla guerra!” - “Nie poddawajmy się wojnie!” - rozbrzmiał pod koniec lutego 2026 roku w znanym teatrze Ariston w San Remo głos papieża Franciszka, usilnie ostrzegający miliony uczestników najsłynniejszego włoskiego festiwalu muzycznego. Głos człowieka, który od 2014 roku ostrzegał przed III wojną światową, nie zamilkł nawet po jego śmierci 21 kwietnia 2025 r., w Poniedziałek Wielkanocny. Jego słowa przestrogi i jasne apele o pokój są dziś bardziej aktualne niż kiedykolwiek.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.