Reklama

Spotkania życia

2 kwietnia to dzień, który przywodzi na myśl odejście do Domu Ojca Papieża Polaka. 16 października to wspomnienie wyboru kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową. Dwie jakże znaczące daty...

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

O ile wspomnienie tej pierwszej, jak niemal wszyscy, mam żywo w pamięci, o tyle, jak przez mgłę pamiętam tamto niezwykłe wydarzenie, kiedy kard. Wojtyła z Polski zasiadł na Piotrowej Stolicy. Wówczas nie zdawałam sobie nawet sprawy z ważności tej chwili. Jeszcze wiele lat upłynęło zanim odczułam to dość charakterystyczne mrowienie w czaszce, gdy na żywo zobaczyłam Ojca Świętego Jana Pawła II. Kilkakrotnie doznałam łaski bycia w pobliżu Papieża Polaka. Odczuwałam jego wielkość, ale jednocześnie jego bliskość, bo był tym, przed którym człowiek nie drży. Był mocarzem ducha emanującym białym światłem, do którego jak do magnesu lgnęły miliony. Do dziś trudno uwierzyć, że mija kolejny rok bez jego fizycznej obecności. Na całe życie pozostają jednak wspomnienia spotkań z Janem Pawłem II.

Jawa czy sen?

Reklama

Można obejrzeć tysiące fotografii, megagodziny filmów z Papieżem i nie doznać tego przenikającego uczucia, gdy uda się zajrzeć mu w oczy albo z kilku czy kilkunastu metrów dostrzec jego białą postać. Nieraz szczypałam się w rękę - czy to jawa czy sen?. Za każdym razem trudno było uwierzyć, że to on, tu i teraz, tak blisko i tak realnie. A jednak...
W 1991 r. w Częstochowie podczas Światowych Dni Młodzieży pierwszy raz znalazłam się w pobliżu Papieża. Może było to 20 m, może 30 m. Nieważne, najważniejsze, że widziałam jego świetlaną postać. Jan Paweł II święcił wówczas gmach nowego Wyższego Seminarium Duchownego. Uroczystość odbywała się w dość kameralnym gronie, dlatego nie zaznałam przeciskania się przez tłumy ani nerwowej atmosfery. W spokoju obserwowałam każdy jego gest, słuchałam słów i myślałam, że chyba już nigdy nie będę mogła być bliżej. Dziś, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że myślałam tak za każdym kolejnym razem. Moje drugie spotkanie z Ojcem Świętym było krótkie - w częstochowskich Alejach, kiedy błogosławił młodzieży całego świata z papamobile. Wielki ścisk, morze głów, las rąk. Ludzie tworzyli wysokie piramidy wchodząc jedni na drugich, by chociaż przez ułamek sekundy zobaczyć Papieża.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Zatrzymać jego kroki…

Trzecie spotkanie do chwili ostatniego wydawało mi się najbardziej przejmujące, niezwykle osobiste, najcudowniejsze. Tym razem w Watykanie. 29 czerwca 1996 r. Ojciec Święty spotkał się na audiencji prywatnej z pracownikami „Niedzieli” z okazji 70. rocznicy istnienia naszego tygodnika. Do końca nie było wiadomo czy audiencja dojdzie do skutku. Ważyły się losy spotkania, ale tak naprawdę wszyscy czuliśmy, że jednak dostaniemy się na wysokie piętra Pałacu Papieskiego. I tak się stało. Niespokojnie oczekiwaliśmy aż pojawi się w progach Sali Klementyńskiej. Trzymałam w ręku kamerę wideo i gdy tylko zobaczyłam Ojca Świętego włączyłam nagrywanie. Trudno teraz, na ekranie telewizora odtworzyć, zwłaszcza te pierwsze chwile, bo moja ręka, mało powiedzieć, drżała. I ten moment, którego nigdy nie zapomnę. Gdy Ojciec Święty spojrzał w moim kierunku, prosto w „oko kamery” swoim badawczym, przenikliwym, góralskim wzrokiem, moje ręce odmówiły posłuszeństwa, nie wytrzymałam, sytuacja przerosła mnie, zrezygnowałam z filmowania. Byłam bezsilna wobec tego spojrzenia. Trudno to zrozumieć... Później krótki dialog z każdym pracownikiem. Ksiądz redaktor Ireneusz Skubiś przedstawiał swoich podopiecznych. Byłam na samym końcu długiego szeregu i dzięki Bogu, bo Papież zatrzymał się na dłuższą chwilę. Pytał o studia, o pracę, o wiek, a gdy dowiedział się, że w tym właśnie dniu urodziłam się, pochylił się nade mną, ucałował w czoło, wykonał ten niepowtarzalny gest po policzku i skwitował: „Chciałbym mieć tyle lat”. Gdy odchodził zaśpiewaliśmy jakąś rzewną pieśń. Chciałam zatrzymać jego kroki, długo patrzyłam, aż w końcu w długim, watykańskim korytarzu zniknął. Długo nie mogłam dojść do siebie, przez łzy wspominałam te niezwykłe chwile. Byłam przeszczęśliwa, że doznałam tej łaski i myślałam, że chyba już nigdy nie spojrzę mu w oczy z takiej bliskości. I tym razem się myliłam. Trzy lata później na Jasnej Górze znalazłam się w gronie osób, które wręczały Ojcu Świętemu dar od „Niedzieli”. Wówczas prosiłam o błogosławieństwo na obronę pracy magisterskiej i dla mojej rodziny. Zapytał co studiuję, powiedziałam: polonistykę. Papież wyraźnie się ożywił i powiedział: „Coś pięknego, ucz się, ucz”.
A potem na krakowskich Błoniach w 2002 r. Wśród 2,5-milionowego tłumu - ja - maleńka jego cząstka, w bocznym sektorze D1, w jednym z pierwszych rzędów. Gdy pojawił się papamobile wyraźnie widziałam jego strudzoną, pochyloną sylwetkę. Podczas Mszy św. nie można było oderwać wzroku od jego świetlanej papieskiej postaci. Na koniec błogosławił ludzi w poszczególnych sektorach. Gdy odchodził, to tak jak na Watykanie, chciałam zatrzymać jego kroki, krzyczeć: nie odchodź, zostań z nami. Przez łzy jednak trudno było już mi dostrzec oddalającego się Papieża Polaka. Zmęczenie, wyczerpanie, nieprzespana noc, koczowanie od wczesnego ranka na najsłynniejszej łące w Polsce były niczym naprzeciw cudownych przeżyć, niesamowitych emocji, bogactwa wzruszeń. Wówczas Ojciec Święty był w słabej kondycji, z lękiem obserwowałam jego kolejne dni pielgrzymiego trudu po polskiej ziemi.

Więcej niż tysiąc słów

Nie chciałam nawet myśleć, że już nigdy nie zobaczę go tak blisko, dlatego pełna ufności i nadziei oczekiwałam na wrzesień 2003 r., kiedy wyruszyliśmy na pielgrzymkę „Niedzieli” do Rzymu. Zamieszkaliśmy w Domu Polskim i to właśnie tam oczekiwaliśmy z napięciem odpowiedzi na pytanie: będzie audiencja czy nie? Ojciec Święty wówczas mocno podupadł na zdrowiu. Wstaliśmy wcześnie rano, by odwiedzić San Giovanni Rotondo. Nagle przyszła nieoczekiwana wieść. Zmiana decyzji. Jedziemy na Watykan, na prywatną audiencję z Janem Pawłem II. Ojciec Święty słabiutki, nie wyrzekł ani słowa, pobłogosławił wszystkim i każdemu z osobna. I teraz poprosiłam o błogosławieństwo. Papież dotknął mnie swoim charakterystycznym gestem po policzku. To wystarczyło za wszystko. Trochę oniemieliśmy, bo był smutny, ale oczy wciąż przenikliwe, mówiące więcej niż tysiąc słów.
Dwa miesiące później raz jeszcze dosłownie „załapałam” się na kilkudniowy pobyt w Wiecznym Mieście, tym razem z racji zakończenia peregrynacji obrazu Jezusa Miłosiernego w archidiecezji częstochowskiej. Spotkanie z przedstawicielami Kościoła częstochowskiego odbywało się w Auli Pawła VI. Cudem znalazłam się w gronie tych osób. Wtedy już bardzo wyraźnie ograniczano kontakty Papieża z pielgrzymami. Teraz już wiem, że było to spotkanie mojego życia. Byłam trzecią osobą z rzędu stojącą, a właściwie klęczącą przy Papieżu, ustawialiśmy się do grupowego zdjęcia. Nie było żadnej możliwości, by tak jak poprzednio ucałować jego dłoń i tak blisko spojrzeć w jego oczy, jednak stała się rzecz przedziwna. Ojciec Święty przeniósł swoje spojrzenie z lewej strony na prawą i swoimi bystrymi oczyma spojrzał na mnie, wyciągając w moją stronę swoją dłoń, lekko skinął głową, delikatnie się uśmiechnął, jakby chciał powiedzieć: znowu tu jesteś… Podobno Papież miał niesamowitą pamięć do twarzy, chcę wierzyć, że to prawda. Przywołanie do siebie mogło wywołać tylko jedną spontaniczną reakcję - nie bacząc na zakazy papieskich ochroniarzy przylgnęłam do Ojca Świętego… Ostanie prywatne błogosławieństwo, ostatnie spojrzenie, ostatni uścisk dłoni i ucałowanie świętych rąk, ostanie spotkanie w tym życiu…

2011-12-31 00:00

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Prawda mówiona w oczy kosztuje

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

geralt/pixabay

Lekcjonarz otwiera dziś lekturę Listu do Efezjan od jego wielkiego berakah, błogosławieństwa, które w greckim oryginale jest jednym zdaniem długim na dwanaście wersetów, jakby autor nie chciał przerywać oddechu uwielbienia. „Niech będzie błogosławiony Bóg i Ojciec Pana naszego, Jezusa Chrystusa; On napełnił nas wszelkim błogosławieństwem duchowym na wyżynach niebieskich - w Chrystusie”. Formuła „w Chrystusie” powraca w tym hymnie jak refren. Wszystko, co Bóg czyni, czyni „w Nim”. Wybranie, przeznaczenie, odkupienie, objawienie, zjednoczenie. „W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem”. Wybranie wyprzedza stworzenie, zanim był świat, był zamysł miłości o nas. Ta prawda, u Pawła będąca czystą pociechą, stała się w dziejach teologii polem najcięższych sporów o predestynację. Hymn Efezjan pozostaje najlepszym korektorem ich tonu, bo mówi o przeznaczeniu wyłącznie językiem doksologii: „ku chwale majestatu swej łaski”. Cel wybrania jest adopcyjny: „z miłości przeznaczył nas dla siebie jako przybranych synów”. Prawnik usłyszy tu huiothesia, adopcję, instytucję, którą świat grecko-rzymski znał doskonale (i którą Rzym cenił tak, że adoptowani zasiadali na tronie cezarów). Łaska posługuje się jej figurą, by wyrazić rzecz niesłychaną, status dziecka nadany aktem miłości Ojca. „W Nim mamy odkupienie przez Jego krew - odpuszczenie występków, według bogactwa Jego łaski”. Apolytrōsis to wykup z niewoli. Cena została wymieniona. Zwieńczeniem hymnu jest słowo, które nadało tytuł całym epokom teologii: Bóg oznajmił „tajemnicę swej woli według swego postanowienia, które przedtem w Nim powziął dla dokonania pełni czasów, aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie: to, co w niebiosach, i to, co na ziemi”. Grecki czasownik anakephalaiōsasthai, zjednoczyć pod jedną głową, Wulgata odda przez instaurare omnia in Christo. Ireneusz zbuduje na nim swoją teologię rekapitulacji, a Pius X uczyni zeń program pontyfikatu. Dzisiejsza patronka, Teresa z Avili, mistrzyni twierdzy wewnętrznej, dopowiada temu kosmicznemu hymnowi wymiar najmniejszy i największy zarazem. Zjednoczenie wszystkiego w Chrystusie zaczyna się w komnatach ludzkiej duszy, gdzie mieszka Król.
CZYTAJ DALEJ

Nowenna do bł. ks. Jerzego Popiełuszki

[ TEMATY ]

bł. Jerzy Popiełuszko

nowenna

Grzegorz Jakubowski / KPRP

Nowenna do odmawiania między 10 a 18 października przed wspomnieniem bł. ks. Jerzego Popiełuszki lub w dowolnym terminie.

Boże jedynie dobry i łaskawy, spraw przez nieskończone zasługi męki i śmierci Jezusa Chrystusa, Syna Twego, przez przyczynę Niepokalanej Maryi Dziewicy i wszystkich Świętych, a szczególnie Błogosławionego księdza Jerzego, abym dostąpił łaski, o którą proszę (przedstawić swoje prośby).
CZYTAJ DALEJ

Polacy przy grobie Jana Pawła II modlili się o zdrowie Leona XIV

2026-10-15 09:34

[ TEMATY ]

Papież Leon XIV

Vatican Media

Modląc się szczególnie o zdrowie i szybki powrót do posługi apostolskiej Papieża Leona XIV chciejmy sobie jeszcze raz uświadomić i nigdy o tym nie zapominajmy, że tylko On, Chrystus, jest naszą drogą, prawdą i życiem - wskazał w homilii przy grobie św. Jana Pawła II karmelita o. Szczepan Praśkiewicz.

Dzisiejszej Mszy św. koncelebrowanej przez ok. 70 kapłanów przewodniczył abp Zbigniew Stankiewicz, metropolita Rygi, przewodniczący Konferencji Episkopatu Łotwy. W koncelebrze był również bp Witalij Skomarowski, biskup diecezji Łuck na Ukrainie, przewodniczący Konferencji Episkopatu Ukrainy obrządku łacińskiego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję