W wałbrzyskiej siedzibie Katolickiego Stowarzyszenia „Civitas Christiana” odbyło się spotkanie, podczas którego Piotr Sutowicz, historyk, publicysta i dyrektor Instytutu Katolickiej Nauki Społecznej, wygłosił wykład pt.: „Czy grozi nam miękka germanizacja”. Temat okazał się znacznie bardziej aktualny, niż mogło się wydawać, a żywa dyskusja po wystąpieniu potwierdziła, że pytania o tożsamość, pamięć i kulturę wciąż budzą emocje.
Historyczne korzenie
Publicysta rozpoczął od historycznej perspektywy. Przypomniał, że zjawisko germanizacji ma ponad tysiącletnie korzenie. – To nie jest nic nowego, tylko rzeczywistość znana od średniowiecza – przypomniał, wskazując na proces wypierania Słowian z Połabia i późniejsze kolonizacje. Podkreślił, że przez większość dziejów germanizacja przebiegała stopniowo, na drodze kultury i życia społecznego. – Germanizacja była miękka od początku. Twarda stawała się dopiero wtedy, gdy uznano, że cel trzeba osiągnąć szybciej – zauważył.
Pomóż w rozwoju naszego portalu
Reklama
Prelegent znaczną część wykładu poświęcił Dolnemu Śląskowi. Zwrócił uwagę, że procesy osadnicze i kulturowe na tych ziemiach trwały przez stulecia, a mieszkańcy nie zawsze uświadamiali sobie ich skutki. – Ludzie żyli przekonaniem, że to tylko rozwój gospodarczy. Nie wiedzieli, że zmienia się ich świat kulturowy – wyjaśniał. Równocześnie przypominał o licznych polskich śladach, dziś często zapomnianych. Wskazał na polskojęzyczne nabożeństwa odprawiane we Wrocławiu jeszcze w XIX wieku i na brak współczesnych prób ich upamiętnienia. – O tym, że we Wrocławiu przez wieki brzmiał język polski, prawie nikt nie mówi – podkreślił.
Wykład przeniósł się następnie do czasów najnowszych. Historyk omówił spory o sposób upamiętniania niemieckiej przeszłości Wrocławia, szczególnie dążenia do przywracania przedwojennych nazw i symboli. Jego zdaniem wiele z tych działań nie odtwarza realnej historii, lecz tożsamość z lat 33-45, czyli z najciemniejszego okresu. Wskazywał tu na przykład dyskusji o moście Grunwaldzkim. – Nie widzę powodu, by przywracać napisy, które niosą ze sobą ciężar tamtej epoki – zaznaczył.
Współczesne narracje
Podczas analizowania współczesnych relacji polsko-niemieckich zwrócił uwagę na zmianę narracji historycznej, która po wojnie oddzieliła „nazistów” od „Niemców”. – W tej opowieści naziści spadli z kosmosu, a zwykli Niemcy nie mają ze zbrodnią nic wspólnego. W efekcie to Polacy przedstawiani są jako ci, którzy się mszczą – zauważył, dodając, że taka optyka powraca dziś w debacie publicznej.
Prelegent przestrzegał również przed współczesną „pełzającą” formą presji kulturowej, która przychodzi w eleganckim opakowaniu europejskości. – Jeśli my sami nie będziemy świadomi, kim jesteśmy, inni chętnie nam to zdefiniują – powiedział na zakończenie.
Spotkanie pokazało, że pytania o pamięć historyczną i tożsamość regionalną pozostają niezwykle ważne. Uczestnicy podkreślali konieczność rzetelnej edukacji i troski o polskie dziedzictwo. Współczesny dialog z sąsiadami ma sens tylko wtedy, gdy prowadzony jest w prawdzie, bez rezygnacji z własnych korzeni.
