II wojna światowa i antykomunistyczne powstanie po 1945 r. sprawiły, że wytrzebiona została najbardziej patriotyczna i ideowa warstwa naszego społeczeństwa.
Dlaczego w tym roku wojewoda warszawski zakazał organizowania marszu w rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego?
Dlaczego w wielkich mediach nadających po polsku hucznie obchodzi się rocznicę wybuchu buntu w warszawskim getcie, a rocznica wielkiego Powstania Warszawskiego niesie się – w tych samych mediach – coraz cichszym echem?
Dlaczego w Polsce ścigani są ludzie, którzy zdejmują – z publicznych urzędów – obcą flagę ukraińską i umieszczają w jej miejsce barwy biało-czerwone?
Dlaczego wysyła się policję na uczestników spontanicznego ruchu obywateli, którzy bronią polskiej granicy przed napływem niebezpiecznych obcych?
Dlaczego posłowie nie potrafią przegłosować w Sejmie zakazu propagowania w naszym kraju ideologii i symboli nazistowskiego banderyzmu?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego... Te pytania pojawiają się w naszych prywatnych rozmowach, słychać je w naszych domach, ale zupełnie nie mają swojego wybrzmienia w polskim parlamencie, gdzie dochodzi do niezrozumiałych dla Polaków obrzędów obcych nam religii i grup.
Reklama
Nie da się tego wyjaśnić bez historycznej mikroanalizy. Tak więc II wojna światowa i antykomunistyczne powstanie po 1945 r. sprawiły, że wytrzebiona została najbardziej patriotyczna i ideowa warstwa naszego społeczeństwa. Martwi bohaterowie nie mieli dzieci, mieli je za to zdrajcy, tchórze dekownicy...
Do tego wszystkiego w „substancję polską” wmieszany został niemały (wielusettysięczny) tłum przywiezionych do Polski ludzi, którzy zawodowo mieli imitować Polaków. Uczynił to Stalin i wmieszał w polskie społeczeństwo swoich ludzi. Ci ludzie mieli swoje dzieci i żerowali przeważnie w Warszawie. Do tego dodajmy tysiące morderców wołyńskich, którzy kradli tożsamości mordowanym polskim rodzinom i jako „wtórniki” wtopili się w polski krajobraz, unikając tym samym odpowiedzialności za popełnione zbrodnie. Ci ludzie także sprowadzili na polską ziemię swoją progeniturę. Przypomnijmy sobie także tzw. punkty za pochodzenie – komunistyczny mechanizm, który sprawiał, że w czasach PRL na studia wyższe nie mogli się dostać potomkowie rodzin polskiej inteligencji i patriotów, a gremialnie wpychano na uczelnie potomków prymitywnych tradycji i zwyczajów. Ludzie z tzw. awansu społecznego zaludniają dziś korytarze polskich uczelni i kształtują postawy nowych pokoleń Polaków. Nawet ruch Solidarności został przejęty przez takich właśnie potomków antypolskich tradycji i zorganizowany według reguł gen. Czesława Kiszczaka.
Czy zatem może dziś dziwić siła antypolskiej tendencji wśród ludzi, których rodziny najwięcej zawdzięczały czasom komunistycznej zdrady w Polsce?! Ci ludzie dziś stanowią warszawski salonik, okupują najbardziej opływające w finanse media, mają znane twarze i głośne nazwiska. Silnik anty-Polski powstaje przez pokolenia, dochodzi nawet do tego, że zachowania patriotyczne są jawnie zwalczane przez tzw. kręgi opiniotwórcze. Nie świadczy to źle o patriotach, a jedynie mówi o tym, w czyje ręce wpadły nici sterowania opinią publiczną.
Oczywiście, każda taka diagnoza – z powodu formy publicystycznej i koniecznych skrótów – grzeszy uproszczeniami i rozciąganiem infamii także na Bogu ducha winnych ludzi. Traktujcie to więc jak wstęp do bardzo poważnej rozmowy, którą my, Polacy, musimy wreszcie ze sobą odbyć! Bez uczciwej dyskusji obnażającej w całości działający w Polsce od dziesięcioleci silnik antypaństwa niemożliwe są żadne realne działania zmierzające do sytuacji, w której Polacy będą rzeczywiście władać swoim państwem.
Łap za to, czego dosięgniesz!” – to motto tworzonego przeze mnie lokalizmu, które przyświeca inicjatorom akcji referendum w sprawie odwołania prezydenta miasta Krakowa i całej rady miasta. Już na początku tej antypartyjnej inicjatywy, która ma doprowadzić do odzyskania przez mieszkańców wpływu na miejskie władze, mówiono nam, że to na pewno się nie powiedzie. Jak bowiem pojedynczy obywatele, bez układów politycznych i powiązań z partyjnymi gangami, mogą odzyskać wpływ na publiczne środki i najważniejsze decyzje, które ich dotyczą?! To przecież w dzisiejszej rzeczywistości w Polsce byłby prawdziwy skandal. Wbrew niedowiarkom postanowiliśmy jednak tę akcję przeprowadzić. Mówiono, że nie zbierzemy podpisów pod wnioskiem. Zebraliśmy ich ponad dwa razy tyle, ile było potrzeba. Teraz wygadują, że na pewno nie będzie wymaganej frekwencji w referendum, bo jeszcze żadne referendum w dużym mieście się nie udało. Zobaczymy. Na razie zrobimy następny znaczący krok na naszej obywatelskiej drodze do odbicia samorządu z rąk partyjnych szajek, które dotąd traktowały budżet Krakowa niemal jak partyjną własność. Idziemy, aby postawić tamę biurokracji, bogaceniu się partyjnych klik z PO i PiS, aby uzyskać wpływ na największe inwestycje w naszym mieście i pokazać całej Polsce, że w mieście uważanym za skazane na rządy partyjniaków z PO możliwe jest nie tylko odebranie im władzy, ale także przegonienie ich od żłobu. Jeżeli uda się zachęcić ponad 180 tys. mieszkańców Krakowa do wzięcia udziału w referendum – wykonamy drugi wielki etap naszego planu. Następnym będzie zwycięstwo antypartyjnego, obywatelskiego kandydata w wyborach prezydenckich. Komisarz wyborczy, ze ściśniętymi ustami, został przymuszony do ogłoszenia terminu krakowskiego referendum na 24 maja tego roku. Wtedy zdecyduje się, czy w Krakowie odwołamy prezydenta Aleksandra Miszalskiego z PO (obecnie już KO) i wszystkich dotychczasowych radnych miejskich, którzy nie potrafili zadbać o interes mieszkańców. Zarzutów pod adresem władz miasta jest cała księga. Obecne rządy, będące kontynuacją ponad 20-letniego rządzenia miastem przez postkomunistyczną klikę Jacka Majchrowskiego, sprawiły, że Kraków – bez żadnych wielkich inwestycji – jest jednym z najbardziej zadłużonych miast w Polsce. W mieście panuje wszechwładza deweloperów, którzy betonują każdy kawałek zieleni miejskiej i de facto doprowadzili do ogromnego paraliżu komunikacyjnego pod Wawelem. Od 20 lat nie wybudowano w Krakowie żadnego mostu ani istotnego rozwiązania komunikacyjnego. Mnożą się za to – ideologicznie forsowane – pomysły na dzielenie mieszkańców na bogatszych i tych biedniejszych – wykluczonych. Przykładem tego jest wprowadzenie krakowskiej Strefy Czystego Transportu, której funkcjonowanie od początku budzi masowy opór i jest pomysłem na ograbienie Krakowian. Panuje kolesiostwo i korupcja, czego przykładem jest podpalenie najnowocześniejszego w Polsce Archiwum Miejskiego, w czasie którego spłonęło wiele dowodów na przestępstwa najwyższych miejskich urzędników. Właśnie rozpoczął się proces karny byłej wiceprezydent miasta Elżbiety K., wobec której lista zarzutów jest tak długa, że nie udałoby się jej spisać na wołowej skórze. Miasto jest opanowane przez szemrane rodziny, które dorobiły się na dziwacznym przejmowaniu miejskich nieruchomości. Kliki partyjne zapewniają swoim działaczom prominentne, dobrze płatne stanowiska w samorządzie. Liczba urzędników przekroczyła już wszelkie rozsądne granice. Na dodatek miasto niepokojone jest przez przestępczość rekordowej diaspory ukraińskiej oraz sprowadzanych do najgorszych prac ludzi z obcego obszaru kulturowego. Jednocześnie warto przypomnieć fakt, że Kraków to bogate miasto, którego budżet jest drugim (po Warszawie) w Polsce.
Ojciec Wiesław Koc OFMConv, strażak i kapelan strażaków w Teresinie
Gdy zadzwoni alarm, zrzucają habity i przebierają się w strażackie mundury. Nie wszyscy jednak wiedzą o tym, że w Polsce jest jedyna w swoim rodzaju jednostka straży pożarnej, w której wszyscy strażacy są zakonnikami. To OSP w Niepokalanowie, założona przed blisko 100-laty w klasztorze przez samego św. Maksymiliana Marię Kolbego.
Franciszkanie z Niepokalanowa służą mieszkańcom gminy, powiatu i okolic już prawie cały wiek. W rozmowie z Łukaszem Brodzikiem dla portalu niedziela.pl ojciec Wiesław Koc OFMConv, prowadzący Telewizję Niepokalanów, ale także strażak i kapelan strażaków w Teresinie opowiada o tym, jak to się stało, że franciszkanie gaszą pożary, czym się różni strażak-zakonnik od niezakonnika i jak to jest odprawiać Mszę św. pachnąc dymem po akcji ratunkowej.
Jak budować społeczeństwo, w którym każdy może żyć z godnością? Nad tym pytaniem zastanawiali się młodzi z archidiecezji Gwangju w Korei Południowej podczas przygotowań do Światowych Dni Młodzieży w Seulu w 2027 r. Przypomniano im również dramatyczne wydarzenia z 1980 r., kiedy miejscowy Kościół stanął w obronie ofiar represji. O inicjatywie informuje agencja Fides
Młodzi spotkali się na Katolickim Uniwersytecie w Gwangju. W programie znalazły się katechezy, modlitwy inspirowane duchowością Taizé, spotkania w grupach, uroczysta liturgia oraz festiwal uwielbienia.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.