Reklama

Rodzina

...aż do śmierci

Narzeczeni nie przysięgają sobie jakiejkolwiek miłości, tylko taką, jaką Chrystus pokochał Kościół. A w tej miłości jest miejsce także na ofiarę. Kto tego nie rozumie nie powinien myśleć o sakramentalnym małżeństwie.

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Zjawiskiem, które najlepiej opisuje współczesny świat jest brak zobowiązań i odpowiedzialności za drugą osobę. Wynikają z niego niestałość działań i relacji oraz niepokojąca łatwość porzucania bliskiego człowieka. Trwające kilka dekad przyjaźnie i związki małżeńskie „aż do śmierci” pozostały tematem ubiegłowiecznej literatury i w praktyce zdarzają się coraz rzadziej. Dziś już nikt nie powtórzy za Antoine’em de Saint-Exupérym: „Jesteś odpowiedzialny za to, co oswoiłeś”. Raczej krzyknie: „Twoje złe samopoczucie to nie mój problem!”. Tym bardziej że sam człowiek, relacja z nim, nie stanowi już społecznej wartości. Podobnie jak przestaje być wartością... relacja z Bogiem.

Ja super – sam

Reklama

Jednostkowe ego zostało właśnie dopieszczone do granic samozachowawczych. Od lat 90. XX wieku mainstreamowy przekaz drążył wspólnotową tkankę, budując przesadne poczucie własnej wartości. Nie byłoby to takie złe w społeczeństwie dźwigającym się z kompleksów PRL-u, gdyby nie fakt, że nowy wzorzec eliminował wartość rodziny na rzecz rozwoju jednostki. A ów rozwój wymagał, poza zerwaniem z kulturowymi stereotypami, m.in. licznych szkoleń i ciągłego podnoszenia kwalifikacji. Nie bez znaczenia jest też fakt, że sytuacja na rynku pracy poprawiła się dopiero kilka lat temu. Nadal jednak tzw. sukces zawodowy w powszechnym rozumieniu zjawiska wymaga rezygnacji z założenia rodziny. Taki stan rzeczy jest coraz częściej akceptowany przez rodziców i otoczenie. Młody człowiek nie czuje tak silnie jak kiedyś presji wywieranej przez bliskich, by wszedł w struktury małżeńskie. Wystarczy, że wreszcie znajdzie swoją „drugą połowę”, z którą stworzy nieformalny związek. A jeśli wreszcie postanowi uregulować status – wybiera ślub cywilny. Choć polityka pandemiczna bez wątpienia przyczyniła się do spadku liczby ślubów kościelnych, to samo zjawisko dało się już zaobserwować przynajmniej kilka lat wcześniej. Dla przykładu: tylko we Wrocławiu w 2017 r. odbyły się 1052 śluby kościelne, a w 2021 r. – zaledwie 686. W Krakowie 2 ostatnie lata pandemii także jaskrawo unaoczniły nową tendencję. W tym mieście również liczba ślubów cywilnych była wyższa niż tych konkordatowych; w 2021 r. zawarto 1842 śluby cywilne i 1345 kościelnych. Trend ten nie dotyczy wyłącznie największych miast. Warto zauważyć jeszcze jedno: coraz więcej młodych ludzi decyduje się w ogóle na samotne życie. Czy wynika to z wygody, braku odpowiedniego partnera czy może ze strachu przed rozczarowaniem? Odpowiedzi z pewnością jest kilka.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Wszystko jest zmienne

Wśród osób, z którymi rozmawiałam, przeważała niewiara w trwałość współczesnego małżeństwa, co prowadziło do wniosków, że lepiej w ogóle nie formalizować związku. „Po co mam się narażać na stres, ból i koszty procesowe?” – usłyszałam. Za tą opinią posypały się emocjonalne przykłady wspaniałych małżeństw z bliższego i dalszego otoczenia, które po latach, często wielu, rozstawały się w atmosferze złości i agresji. Czy wykreowana przez globalne koncerny moda na ciągłe zmiany, ulepszanie funkcjonalności tego, co nas otacza, łatwość wymiany jednego na drugie – może mieć jakiś wpływ na relacje z ludźmi? Tak jak nie naprawiamy starego odkurzacza czy komórki, tak nie pracujemy nad relacją, która wymaga ciągłej troski i elastyczności. Przywiązanie się do kogoś, do czegoś, w ocenie części ludzi nabrało cech nie więzi, a więzienia. Jest więc sprzeczne z obowiązującą modą. Coraz częściej umiejętność dostosowania się do zmian jest wyższą wartością niż stałość. Ten nurt przenika każdą dziedzinę ludzkiego życia – życia, które zdesakralizowaliśmy i wyceniliśmy ziemską miarą. W tej nowej rzeczywistości przestrzeń dla Boga skurczyła się tak bardzo, że nie tylko nie towarzyszy On już na co dzień większości ludziom deklarującym się jako wierzący, ale też część z nas, katolików, nie potrzeba Go w kwestiach sakramentalnych.

Reklama

– Kiedy byłem „początkującym” księdzem, czyli ponad ćwierć wieku temu, i po kolędzie odwiedziłem ludzi, którzy żyli ze sobą bez ślubu kościelnego, zawsze mogli się oni spodziewać ode mnie solidnej reprymendy i stanowczej zachęty, aby „uporządkowali” swoją sytuację – wspomina ks. Andrzej Cieślik, proboszcz parafii św. Joachima w Sosnowcu. – Być może w jakimś przypadku taki nacisk doprowadził kogoś do ślubu, daj Boże ważnego, a nie zawartego pod przymusem wikarego. Ale ja już dzisiaj tego nie robię. Odkryłem, że popełniałem ten sam błąd, który robi wiele pobożnych babć, a nawet rodziców: chcą, żeby w życiu ich dzieci i wnuków „wszystko było w porządku, żeby mieli w końcu ten ślub”, żeby ksiądz się nie czepiał. W ten sposób doprowadzamy ludzi do ślubu, nie prowadząc ich do wiary. Efektem bywa nieraz to, co jest używane jako argument przeciwko sakramentowi małżeństwa: „Widzi ksiądz, nasi znajomi tyle lat żyli bez ślubu i było dobrze, a jak wzięli ślub, to po 2 latach się rozwiedli” – opowiada ks. Andrzej.

Dar z samego siebie

Dziś ks. Andrzej, kiedy spotyka ludzi w podobnej sytuacji, ma dla nich jeden przekaz: „Uwierzcie w Jezusa Chrystusa, który oddał życie dla waszego zbawienia!”.

– Zaskoczeni pytają, czy nie będę im suszył głowy o ślub. A ja odpowiadam, że kiedy naprawdę uwierzą, to oni mnie będą suszyć głowę o ślub, bo przeżywanie każdego dnia w grzechu stanie się dla nich prawdziwym ciężarem. Czasem żartobliwie dodaję, że wtedy to ja będę grymasił, mówił, że nie mam terminu albo że nie jestem pewien co do szczerości ich intencji.

Na podstawie swojej długoletniej praktyki kapłańskiej proboszcz z Sosnowca dostrzega szkodliwość koncepcji, że „małżeństwo jest dobre, dopóki służy mojemu osobistemu rozwojowi”. Za niepokojące uważa też wiele innych modnych trendów, które sprawiają, że w obliczu kryzysu czy nawet tylko poważnej kłótni łatwiej przychodzi do głowy separacja lub rozwód niż pójście do poradni małżeńskiej, na terapię, udział w rekolekcjach czy podjęcie modlitwy.

– Jeśli dla kogoś Jezus nie jest Bogiem żywym, który rzeczywiście może działać w życiu małżonków, to czy warto Go zapraszać do małżeństwa? – zastanawia się.

Oprócz przemian kulturowych, kryzysu głębokiej wiary i ostatnich zdarzeń zaburzających normalne relacje międzyludzkie nie bez znaczenia dla spadku liczby małżeństw zawieranych przed ołtarzem są przestępstwa seksualne popełniane przez niektórych kapłanów. Ten wątek jako zniechęcający do zawarcia ślubu kościelnego podało ponad 30% moich rozmówców, deklarując spadek zaufania do autorytetu księdza. I prawdopodobnie on właśnie będzie najtrudniejszym elementem, z którym w najbliższym czasie przyjdzie się zmierzyć każdemu katolikowi.

– Jak pisze św. Paweł Apostoł w Liście do Efezjan, małżeństwo mężczyzny i kobiety jest obrazem mistycznego związku Chrystusa i Kościoła – przypomina ks. Andrzej. – Narzeczeni nie przysięgają sobie jakiejkolwiek miłości, tylko taką, jaką Chrystus pokochał Kościół. A w tej miłości jest miejsce także na ofiarę, czyli dar z samego siebie dla drugiej osoby. Kto tego nie rozumie lub nie dostrzega, nie powinien myśleć o sakramentalnym małżeństwie.

2023-01-03 13:52

Oceń: +8 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

I że cię nie opuszczę…

Duszpasterska oferta dla związków niesakramentalnych czy żyjących w tzw. sytuacjach nieprawidłowych jest coraz szersza . Małżonkowie są nieustannie wzywani do nawrócenia, zapraszani do naprawy tego, co nieprawidłowe, do prostowania swoich krzywych ścieżek i powrotu na Boże drogi świętości. A co z małżonkami, którzy opuszczeni przez współmałżonka, zdradzeni, żyją wierni złożonej przysiędze małżeńskiej?

Nie wchodzą w nowe, grzeszne związki, ale trwają w wierności, na modlitwie i w oczekiwaniu na powrót sakramentalnego małżonka. Czy oni również znajdują swoje szczególne miejsce w szerokiej palecie duszpasterskich propozycji Kościoła?
CZYTAJ DALEJ

Chrystus prowadzi lud Boży ku odpoczynkowi, który pochodzi od Ojca

2026-08-16 09:20

[ TEMATY ]

Ks. Krzysztof Młotek

Glossa Marginalia

Adobe Stock

Paweł z kolei mówi o pysze, która rozrywa wspólnotę, i odwołuje się do zasady „nie ponad to, co napisane”. Pismo wyznacza miarę dla myślenia i oceniania. Kiedy wspólnota tę miarę traci, rodzi się wyniosłość. Grecki czasownik physioun opisuje nadęcie, które żyje pozorem wielkości. Na to nadęcie Apostoł ma jedno pytanie, zadane z rozbrajającą prostotą: „Cóż masz, czego byś nie otrzymał?” To pytanie prowadzi do samego serca wiary. Wszystko jest darem. Nie przypadkiem Augustyn uczynił z niego jeden ze swoich ulubionych wersetów w sporze o łaskę. Kto pojął, że wszystko otrzymał, ten nie ma się już czym chlubić poza Dawcą. Ironia środkowej części tekstu ma cel leczniczy. Koryntianie zachowują się, jakby już doszli do królowania. Tymczasem droga apostoła prowadzi przez uniżenie, trud i wzgardę. Paweł sięga po obraz widowiska, greckiego theatron. Apostołowie są jak skazańcy wystawieni na pokaz światu, aniołom i ludziom. Obraz był aż nadto czytelny w świecie rzymskich aren, gdzie skazanych „na śmierć” (epithanatioi) wyprowadzano na koniec igrzysk. Tak odsłania się logika krzyża. Głosiciel Ewangelii niesie Pana ukrzyżowanego. Dlatego spotyka głód, pragnienie, poniżenie i ciężką pracę, a odpowiada błogosławieństwem, cierpliwością i łagodnym słowem.
CZYTAJ DALEJ

Ogień Dwóch Serc na Kozanowie

2026-09-05 09:39

Magdalena Lewandowska

Całonocne czuwanie modlitewne odbywa się przed Najświętszym Sakramentem.

Całonocne czuwanie modlitewne odbywa się przed Najświętszym Sakramentem.

– Chodzi o Serce Jezusa i Serce Maryi, a w tych „ogniach” mają być i nasze serca – mówi karmelita o. Krzysztof Piskorz.

Już po raz 54. w archidiecezji wrocławskiej odbyło się modlitewne całonocne czuwanie wspólnot „Ogień Dwóch Serc”, tym razem w parafii św. Jadwigi we Wrocławiu-Kozanowie. Czuwanie odbywa się co miesiąc w różnych parafiach archidiecezji, w nocy z pierwszego piątku na pierwszą sobotę miesiąca, i wpisuje się w przygotowania do dorocznego Weekendu Ewangelizacyjnego organizowanego we Wrocławiu w czerwcu. Organizatorzy – związani ze środowiskiem Katolicy na Ulicy i innymi wspólnotami – chcą otoczyć archidiecezję modlitwą, ożywić w parafiach ducha ewangelizacji, „rozpalić” ogień miłości, ogień Ducha Świętego, który poprowadzi do dzielenia się wiarą z innymi. Czuwania są także okazją do spotkania i integracji członków różnych wspólnot, duszpasterstw i parafii – wszyscy wspólnie zawierzają się Najświętszemu Sercu Pana Jezusa i Niepokalanemu Sercu Maryi.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję