Dzisiejsza Liturgia Słowa uwrażliwia nas na nieustanną gotowość na przyjście Pana. W obecnych czasach nie jest łatwo trwać przy Bogu, Ewangelii i Kościele. Mamy setki powodów, by się usprawiedliwić czy wymówić od życia religijnego. Nic nas tak nie usprawiedliwia jak grzechy, upadki innych, zwłaszcza „ludzi Kościoła”. Nawet u nas, wierzących, grzechy kapłańskie wywołują zgorszenie i budzą pytania o wiarygodność nie tylko księży czy Kościoła, ale także samego Pana Boga. Sytuacja religijno-moralna, w której żyjemy, nie jest jednak niczym nowym czy nadzwyczajnym. Pokazuje to dziś fragment zaczerpnięty z Księgi Mądrości. Od początku historii zbawienia byli bowiem tacy, którzy sprzeniewierzali się Bogu i Jego prawu. Niejednokrotnie ci, którzy mieli dawać przykład, stawali się powodem upadku wielu. Grzech bliźniego dla jednych był powodem do zejścia na złą drogę, innych zaś umacniał w byciu wiernym Bogu i przysiędze Jemu złożonej. Te słowa kieruje do nas Bóg, byśmy „nabrali otuchy” i pamiętali, że to w Bogu, a nie w człowieku pokładamy nadzieję – „Bogu ufam i bać się nie będę” (por. Ps 56, 12).
Tym zawołaniem rozpoczynamy dziś fragment Ewangelii: „Nie bój się, mała trzódko, gdyż spodobało się Ojcu waszemu dać wam królestwo”. I choć może pewnego dnia staniemy się małą trzódką, to nie jest to żaden powód do załamania czy zniechęcenia. Bóg obiecuje nam swoje królestwo. I wbrew światu umiejmy się dzielić z innymi, pamiętając, że dar dla drugiego jest skarbem gromadzonym na życie wieczne. Zobacz, gdzie jest twój skarb, czym albo kim jest. Tam jest twoje serce. Czy jest on ukryty w sercu Boga? A może w ziemskich zabezpieczeniach? Czymkolwiek by one nie były – Bóg będzie pokazywał, że są zawodne. Czyż nie dzieje się tak dziś, w świecie dotkniętym najpierw chorobą, a potem wojną? Wy „bądźcie gotowi” – gotowi do drogi, z przepasanymi biodrami i zapalonymi pochodniami, ale idący nie w ciemno, lecz za Chrystusem. Niech Bóg zobaczy nas gotowych do drogi jak Abrahama, który wierząc, poszedł za głosem Boga. Jak przypomina autor Listu do Hebrajczyków, wyruszył, nie wiedząc, dokąd idzie. Przywędrował do Ziemi Obiecanej, miasta zbudowanego przez architekta, którym był sam Bóg. Dzięki wierze jego żona urodziła syna i dzięki wierze Abraham wystawiony na próbę mógł ofiarować własnego syna.
My także, idąc drogą wiary, jesteśmy w stanie przezwyciężyć wszelkie przeciwności, jeśli ufamy Bogu. Wiara jest przecież poręką tych dóbr, których się spodziewamy. Choć chcielibyśmy, by królestwo Boże było już między nami, to jednak jest ono dla nas zadaniem, jest wyczekiwaniem, które spełni się pewnego dnia. Jak przypomniał Chrystus, zgorszenia przyjść muszą, ale biada nam, jeśli staną się naszym udziałem – skoro znamy wolę Boga i wiemy, co należy czynić, by ją wypełnić. Obyśmy nie dali się zaskoczyć brakiem czujności i wierności, ucieczką w to, co ziemskie czy cielesne, i gdy przyjdzie czas, mogli wejść do radości naszego Pana.
Wyobraźmy sobie siebie w upalny dzień, kiedy po długim marszu w słońcu, nie mając butelki z napojem, skrajnie wyczerpani i spragnieni, dochodzimy do celu, gdzie czeka na nas chłodna woda w dowolnej ilości. To jeden z najwymowniejszych obrazów nie tylko przyjemności, ale wręcz szczęścia. Pragnienie, ukojenie i nasycenie. Po 20 latach braku kontaktu spowodowanego najpierw kłótnią, a potem poważnym sporem dwaj bracia, gdy usłyszeli kazanie pogrzebowe o konieczności i radości przebaczenia, decydują się do siebie zadzwonić, aby umówić spotkanie, zakończyć konflikt i się pogodzić. Tu jest podobne odczucie, jak przy wypiciu wody, tylko w wymiarze duchowym. Kobieta po śmierci męża, którego wcześniej opuściła, natychmiast zawiera sakrament małżeństwa z partnerem, z którym żyła ponad 30 lat. Mówi: „Nawet sobie ksiądz nie wyobraża, jakie jest po tylu latach pragnienie przyjęcia Komunii św.”. Finał coniedzielnej Eucharystii, podczas której wierni podchodzą do kapłana po święty Chleb, był dla niej udręką. Skrzętnie skrywała łzy i łkała niejako „do wewnątrz”. Tęsknota połączona ze wstydem, łaknienie i wreszcie radość spełnienia. „Nie byłem u spowiedzi 40 lat” – wyznaje mężczyzna. Po godzinnym wyznawaniu grzechów płakali i penitent, i spowiednik. Jeden – gdy wylał się na niego „ocean Bożego miłosierdzia” (św. Faustyna), drugi – rozpromieniony namacalną świadomością tego, po co jest kapłanem i jaką ma moc w imieniu Chrystusa. Na koniec padli sobie w ramiona, szczęśliwi obydwaj. Pustynia, pragnienie i ból, duchowe spełnienie i ulga. Sądzę, że podobne przeżycia towarzyszyły Samarytance przy źródle Jakuba. Była spragniona. Jezus, inicjując rozmowę, łamiąc przy okazji kilka kulturowych konwenansów (w Ewangelii nie tylko o religijny savoir-vivre chodzi!), uświadamia jej pragnienie ukryte bardzo głęboko w jej własnym wnętrzu. Samarytanka, mając obolałe serce po stracie pięciu mężów, tęskniąc za miłością, łaknie poczucia bezpieczeństwa i stabilności. Dlatego wiąże się z mężczyzną w grzesznym układzie. Chyba nie przeczuwa do końca, że jest spragniona innej relacji. Jezus podprowadza ją do poznania siebie samej. Pod powłoką naturalnych pragnień kryją się głębsze potrzeby człowieka. To nie tylko filozofia, sztuka, bliżej nieokreślona duchowość i wysublimowane doznania. Doczesne wartości, które możemy zdobyć własnym wysiłkiem czy sprytem, też nie mają mocy uszczęśliwiania, nawet w przypadku posiadania ich w nadmiarze. Dopiero Jezus może sprawić, że nie będziemy łaknąć. Papież Benedykt XVI napisał: „Co takiego dał nam Chrystus? Boga jako oczywiste dobro człowieka”. Jezus daje nam życie, dlatego że daje nam Boga, prawdę naszego „dokąd” i „skąd”. „Teraz znamy Jego Oblicze, teraz możemy Go wzywać. Jeśli uważamy, że to mało, to tylko z powodu zatwardziałości naszego serca”. Życie człowieka „jest dobre tylko wtedy, gdy żyje w relacji do Boga. Nic nie jest dobre, jeśli nie jest dobra nasza relacja do Boga” (por. Jezus z Nazaretu, t. 1). Spragnieni Boga, jak Samarytanka, szukajmy Go intensywnie.
– Żebyśmy weszli na nieustanną drogę ku Niemu, drogę, która nas zmienia, która nas czyni innymi ludźmi, w spotkaniu z Nim, w zażyłości z Nim, w miłości z Nim. I niech ta droga się nigdy nie skończy. Do czasu nieba – mówił kard. Grzegorz Ryś w czasie Mszy św. na zakończenie 46. Pieszej Pielgrzymce Krakowskiej na Jasną Górę.
Metropolita krakowski wspólnie z pątnikami wszedł na Jasną Górę, pielgrzymując z nimi od ostatniego postoju, a następnie witając poszczególne wspólnoty. Zwieńczeniem kilku dni wędrowania była Eucharystia, której przewodniczył kard. Grzegorz Ryś.
W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.