Reklama

Kowalscy

Janek, Michał, Marianna i Ania – cztery „diamenciki” Marysi i Roberta Kowalskich. Wyczekane i bardzo kochane przez swoich rodziców, którzy nie ukrywają, że ich adoptowane dzieci są im dane i „zadane” przez Pana Boga

Niedziela Ogólnopolska 22/2015, str. 22-23

Marysia i Robert z trójką starszych dzieci

Bądź na bieżąco!

Zapisz się do newslettera

Spotykamy się późnym wieczorem. Dzieci zostają pod opieką babci, a my możemy spokojnie porozmawiać. – Dla nas fakt adoptowania dzieci to nic nadzwyczajnego – mówi Robert. – Traktujemy adopcję bardzo normalnie, więc i ty się nie krępuj zadawać nam pytania – uśmiecha się. – Przecież od wieków było tak, że ktoś nie wrócił z polowania i ktoś inny musiał zająć się dziećmi. – Nawet Pan Jezus był w pewien sposób adoptowany przez św. Józefa – dodaje Marysia.

Decyzja

Reklama

Kowalscy są małżeństwem od 18 lat. On – kardiolog, ona – nauczycielka. Kiedy okazało się, że nie mogą mieć dzieci, a lekarze jako jedyne rozwiązanie problemu proponowali im in vitro, małżonkowie rozpoczęli starania o adopcję. – Już wcześniej, w trakcie leczenia, które podjęliśmy, zastanawialiśmy się nad taką możliwością – mówi Marysia. – Dlatego myśl o adopcji pojawiła się od razu, gdy okazało się, że nie będziemy mogli mieć dzieci. Nie było to jednak takie proste. Widzieliśmy korzyści z tego, że jesteśmy bezdzietnym małżeństwem, byliśmy decyzyjni i elastyczni, niezależni, mogliśmy podróżować – było to wygodne. Kiedy zdecydowaliśmy się na adopcję, byliśmy już 8 lat po ślubie. Początkowo miałam pewne wątpliwości, czy to jest nasza droga – opowiada Marysia. – Nie można powiedzieć, że takie decyzje przychodzą same. Trzeba było to przemyśleć ze wszystkimi konsekwencjami i ze świadomością tego, że podejmujemy pewien trud. Zdecydowaliśmy się i złożyliśmy wniosek do ośrodka adopcyjnego. Rozpoczął się proces przygotowania.

Pomóż w rozwoju naszego portalu

Wspieram

Pierwszy etap Marysia i Robert wspominają jako czas „zniechęcania” do adopcji. Pracownicy ośrodka adopcyjnego, z którymi się spotykali, wskazywali im konkretne trudności, z którymi przyjdzie im się zmierzyć. – To nie jest tak, że jak uda się adoptować dziecko, to zaczyna się sielanka, takie „żyli długo i szczęśliwie” – mówi Robert. – Wtedy dopiero zaczyna się przygoda, na którą trzeba być przygotowanym. Każde dziecko, które jest oddane do adopcji, ma za sobą traumę odrzucenia, niezależnie od tego, czy jest to noworodek czy kilkulatek. Trzeba zdawać sobie sprawę z tej patologicznej sytuacji, którą dziecko wnosi ze sobą do rodziny. Spotkania z pracownikami ośrodka przygotowywały nas na te sytuacje – wyjaśnia Robert.

Proces

Robert i Marysia wyjaśniają, że rodzice, którzy czekają na dziecko, mają prawo do podjęcia dobrowolnej decyzji. Kiedy skończą odpowiednie szkolenia i przejdą testy psychologiczne, czekają na propozycję z ośrodka adopcyjnego. Jednak zawsze mogą odmówić, gdy między nimi a dzieckiem zaproponowanym przez ośrodek „nie zaiskrzy” – tu nic się nie dzieje wbrew wolności małżonków. Kiedy więc zapada decyzja o adopcji, małżonkowie poznają się z dziećmi, o których przeszłości wiedzą zazwyczaj niewiele. Równolegle toczą się sprawy formalne.

Reklama

Dzieci Kowalskich wiedzą o tym, że są adoptowane. – Nigdy nie ukrywaliśmy tego przed nimi – mówi Marysia. – Dla naszych dzieci taka forma pojawiania się rodzeństwa w domu jest zupełnie naturalna. Oczywiście, pojawiają się trudne pytania. I choć wydaje się, że jesteśmy na nie przygotowani, dzieci zawsze stawiają je nam nie w porę. To nie jest łatwe.

– Kiedy adoptowaliśmy Ankę, trochę się obawiałam, czy nie będzie sojuszu trojga starszych przeciwko młodszej – opowiada Marysia. – Marianka na wieść o tym, że będzie miała młodszą siostrzyczkę, była zachwycona, Michał skwitował tę informację, że dziewczyny są głupie i ciągle płaczą, Jaś natomiast powiedział, że nie chce rodzeństwa i chętnie pozbędzie się również Michała. Jednak zaskoczyli mnie wszyscy, bo gdy dołączyła do nas Anulka, oni bardzo szybko się nią zajęli, zaakceptowali ją jako siostrę, chyba nawet wcześniej niż ja przyjęłam ją jako córkę. Obserwowaliśmy jednak, że to był proces, który każdy z nas przeżywał w inny sposób.

Najbardziej obdarowani

Reklama

– Dzieci otwierają nowe, dobre przestrzenie w człowieku – mówi Robert. – To my jesteśmy tymi najbardziej obdarowanymi. Dzieci są ogromnym darem dla nas i wielką radością, ale ta sytuacja uczy nas także pokory i czasem przynosi krzyż – dodaje z namysłem. – Z pewnością nie jest łatwe stawanie naprzeciwko bagażu doświadczeń, które te dzieci wniosły ze sobą. Dzieci potrzebują ciągłego udowadniania, że są kochane i potrzebne. Znajoma psycholog tłumaczyła nam, że to poczucie odrzucenia dziecko wynosi nawet z okresu życia płodowego. Dlatego w tym mierzeniu się z trudnościami ogromnie pomaga małżeństwo. Dziecku jest łatwiej, gdy rodzice są razem, mają wspólne zdanie na różne tematy, gdy wiedzą, że zawsze mogą do nas przyjść. Od miłości rodziców zależy, czy ono poczuje się chciane i kochane. Dlatego Marysia i Robert dbają o swoje małżeństwo – chodzą na randki, czasem uda im się wyjechać tylko we dwoje na kilka dni. Małżonkowie dostrzegają również potrzebę tego, że dzieci chcą mieć nieraz mamę i tatę tylko dla siebie. – Dzieci nie można traktować jak masę – mówi Marysia. – Każde z nich ma inne potrzeby. Dlatego gdy robię zakupy, biorę ze sobą dzieci na zmianę.

– Po pierwszej Komunii św. Janka pojechaliśmy tylko z nim na pielgrzymkę do Mariazell. To była wielka przygoda – opowiada Robert. – Oprócz wizyty w sanktuarium był też czas na spanie pod namiotem, zabawę na wiedeńskim Praterze. Jasiek wrócił też z męską pamiątką – pierwszą własną finką – mówi z uśmiechem szczęśliwy tata, a Marysia dodaje: – Nasz małomówny na co dzień syn przez te kilka dni bardzo się otworzył i gadał przez całą drogę niemalże bez przerwy.

Kowalscy mają także rodzinne rytuały, jak sobotnie wspólne przygotowywanie pizzy czy parzenie kawy, którą najstarszy Janek samodzielnie przygotowuje rodzicom.

Powołani

Maria i Robert mówią, że doświadczają tego, iż dzieci nie są ich własnością, a są im tylko dane pod opiekę. – Fakt, że przeżyły te dramaty, sprawia, że jesteśmy przekonani, iż te dzieci są powołane do czegoś – mówi Marysia. – Naszym zadaniem jest pomóc im odkryć to powołanie i mieć świadomość, że od nas zależy wiele, ale nie wszystko.

2015-05-26 13:34

Oceń: 0 0

Reklama

Wybrane dla Ciebie

Francja przed wizytą Papieża: może być przełom. Powstanie pokolenie Leona?

2026-09-17 13:01

[ TEMATY ]

Francja

wizyta papieża

przełom

pokolenie Leona

Vatican Media

ŚDM 1997. Papież Jan Paweł II w katedrze Notre Dame w Paryżu

ŚDM 1997. Papież Jan Paweł II w katedrze Notre Dame w Paryżu

Francuzi wciąż jeszcze słabo znają Leona XIV. Ponad połowa z nich nie ma wyrobionego zdania na jego temat – wynika z badań przeprowadzonych przez instytut badania opinii publicznej Ifop. Rozpoczynająca się za tydzień wizyta powinna to jednak zmienić – uważa dyrektor instytutu Jérôme Fourquet. Przypuszcza, że podróż apostolska będzie miała wielki wpływ na francuskich katolików, porównywalny do ŚDM w Paryżu w 1997 r. Nie wyklucza, że po tej wizycie w Kościele pojawi się „pokolenie Leona”.

Fourquet podkreśla, że brak wyrobionego zdania na temat Papieża po pierwszym roku pontyfikatu jest czymś normalnym, bo Leon nie jest aż tak bardzo wyrazisty jak jego poprzednik. Do tej pory nie miał zbyt wielu okazji, by zaistnieć dla francuskiego odbiorcy. Na pierwszy plan wybiły jego wypowiedzi na temat Ukrainy, Strefy Gazy czy Donalda Trumpa.
CZYTAJ DALEJ

Wojewoda lubelski: w regionie uruchomiono 630 syren, w 120 budynkach zarządzono ewakuację

2026-09-17 21:35

[ TEMATY ]

alarm

Adobe Stock

We wszystkich powiatach zostało uruchomionych 630 syren, w 120 budynkach zarządzono ewakuację – tak wojewoda lubelski Krzysztof Komorski podsumował czwartkowy alert o zagrożeniu z powietrza w regionie. Dodał, że ewakuowani zostali m.in. uczniowie, nauczyciele i urzędnicy.

Alerty o zagrożeniu atakiem z powietrza Rządowe Centrum Bezpieczeństwa rozesłało tuż przed południem. Nastąpiło to w czasie czwartkowego nalotu Rosji na zachód Ukrainy, podczas którego jeden z dronów uderzył 4 km od granicy z Polską. Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych podało, że nie odnotowano naruszenia granicy RP. Po około godzinie alarm odwołano.
CZYTAJ DALEJ

Zakończono renowację kopuły Kaplicy Klementyńskiej w Bazylice św. Piotra

2026-09-18 20:51

[ TEMATY ]

renowacja

Bazylika św. Piotra

Kaplica Klementyńska

KAI/Wikimedia Commons

Kopuła Kaplicy Klementyńskiej

Kopuła Kaplicy Klementyńskiej

Zakończono prace konserwatorskie przy kopule Kaplicy Klementyńskiej w Bazylice św. Piotra – jednym z najważniejszych przedsięwzięć dekoratorskich Rzymu początku XVII wieku. Informację tę przekazała dziś Fabryka św. Piotra – urząd odpowiedzialny za zarządzanie, utrzymanie, konserwację i dekorację tej monumentalnej watykańskiej świątyni.

Projekt, rozpoczęty w maju 2025 roku, objął 371 metrów kwadratowych mozaik wykonanych w latach 1601-1604 na podstawie projektów autorstwa Cristofora Roncallego, zwanego „Il Pomarancio” (pochodził z miejscowości Pomarance koło Pizy, w Toskanii). Prace dotyczyły również współczesnych im dekoracji stiukowych, dzięki czemu przywrócono spójność wizualną całego założenia dekoracyjnego.
CZYTAJ DALEJ

Reklama

Najczęściej czytane

REKLAMA

W związku z tym, iż od dnia 25 maja 2018 roku obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia Dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych) uprzejmie Państwa informujemy, iż nasza organizacja, mając szczególnie na względzie bezpieczeństwo danych osobowych, które przetwarza, wdrożyła System Zarządzania Bezpieczeństwem Informacji w rozumieniu odpowiednich polityk ochrony danych (zgodnie z art. 24 ust. 2 przedmiotowego rozporządzenia ogólnego). W celu dochowania należytej staranności w kontekście ochrony danych osobowych, Zarząd Instytutu NIEDZIELA wyznaczył w organizacji Inspektora Ochrony Danych.
Więcej o polityce prywatności czytaj TUTAJ.

Akceptuję